Relaks i spa. Kobieta z kwiatem we włosach relaksuje się w basenie z widokiem na morze w Krabi, Tajlandia

W tym „nicnierobieniu” też coś robimy: poznajemy siebie, swoje myśli, swoje reakcje. Czasem pojawia się niepokój, bo nasze głowy przyzwyczajone są do bodźców. Ale to da się ćwiczyć i z czasem staje się łatwiejsze.

Dlaczego tak trudno nam po prostu odpocząć?

Ponieważ mamy zakorzenione przekonanie, że praca sama w sobie jest wartością i że nawet odpoczynek musi być „jakościowy” i dobrze zaplanowany. Chcemy „maksymalnie wykorzystać” urlop, więc wypełniamy go atrakcjami. To bardzo kuszące np., żeby wcisnąć w cztery dni cały Paryż, jednak warto zadać sobie pytanie: po co?

Zwiedzaj Paryż uważnie

Nasze mózgi codziennie przetwarzają masę danych, ponad 100 GB. Nie jesteśmy do tego stworzeni. Jeśli planujemy każdą godzinę i chcemy wszystko „zaliczyć”, doświadczamy powierzchowności. Mało w tym przestrzeni i czasu na bierny odpoczynek w stylu dolce far niente i siga-siga, czyli po prostu bycie tu i teraz. Przyczyną jest więc podejście do odpoczynku jako konstruktu, ale chodzi też o inne aspekty, które się na to nakładają. Na przykład kulturowy. 

Co masz na myśli, mówiąc „odpoczynek jako konstrukt”?

Chodzi o to, jak go rozumiemy. Odpoczynek może być naturalną odpowiedzią na potrzeby ciała i psychiki, ale często przypisujemy mu dodatkowe znaczenie. W Polsce bierny odpoczynek bywa mylony z lenistwem, więc próbujemy wypełnić czas atrakcjami, zamiast zostawić przestrzeń na nicnierobienie.

Nawet na wakacjach musimy coś robić, żeby czuć, że odpoczywamy „właściwie”?

Tak, psychologicznie odpoczynek ma trzy wymiary. Pierwszy to bierny – po prostu nicnierobienie, dziś bardzo trudne, bo pojawia się wtedy niepokój i trudne myśli. Drugi to relacyjny – bycie z innymi, dzielenie doświadczeń. I trzeci aktywny – ruch, zwiedzanie, działanie. Te dwa ostatnie przychodzą łatwiej, ale o tym pierwszym często zapominamy, a on też jest potrzebny.

Czy ten opór przed biernym odpoczynkiem można powiązać z FOMO? 

FOMO to lęk, że coś nas ominie, że nie będziemy częścią czegoś ważnego. Mamy tu bardzo wyraźny komponent lękowy. W psychologii rozróżniamy strach – przed realnym zagrożeniem – od lęku, który dotyczy przewidywanego, wyobrażonego zagrożenia. I w tym lęku kryje się m.in. potrzeba akceptacji i potwierdzenia własnej wartości.

Również i tu przyczyny możemy rozpatrywać kulturowo. W krajach indywidualistycznych, jak USA, FOMO wynika z potrzeby budowania własnej wartości przez aprobatę innych. W kulturach kolektywistycznych to raczej lęk przed odrzuceniem przez grupę. Polska jest na tej skali gdzieś pośrodku, więc i te mechanizmy się mieszają.

Odpocznij w Stanach Zjednoczonych

Kultura kształtuje nasze normy – czyli to, co uważamy za akceptowalne, pożądane czy właściwe. Przykładowo w niektórych krajach skracanie dystansu fizycznego i serdeczne gesty, jak poklepanie po ramieniu czy powitanie pocałunkiem, są naturalnym wyrazem bliskości i troski, podczas gdy gdzie indziej mogą być odbierane jako przekroczenie granic. Nawet w kwestii zdrowia psychicznego – w jednej kulturze otwarte rozmowy o trudnościach emocjonalnych będą akceptowane i uznawane za wspierające dobrostan, podczas gdy w innej pozostają tabu – mówi Ewa Stalmasiak, ekspertka w dziedzinie wellbeingu. Więcej na ten temat przeczytasz w wywiadzie z ekspertką o tym, jak wyglądają przepisy na dobrostan w różnych kulturach.



Czyli to, co potocznie nazywamy uzależnieniem od telefonu to trochę inna sprawa?

Częściowo tak. Scrollowanie dla samego scrollowania może być uzależnieniem behawioralnym. Ale FOMO nakłada się na to, bo telefon i social media są narzędziem do zaspokajania tej potrzeby bycia na bieżąco. Dochodzi też nomofobia, czyli lęk przed byciem offline, bez dostępu do telefonu.

Kto jest najbardziej podatny na FOMO?

Osoby z niższą samooceną, z nie do końca rozwiązanym konfliktem między potrzebą autonomii a przynależności. To nie jest zjawisko jednorodne. Dla jednych brak bycia na bieżąco to lekki dyskomfort, dla innych duży niepokój uniemożliwiający cyfrowy detoks.

To nowe zjawisko?

Sam lęk przed odrzuceniem towarzyszy nam od zawsze. Ewolucyjnie przynależność do grupy była gwarancją przetrwania. Ale FOMO w formie, którą dziś znamy, związane z social mediami, istnieje od lat 90. Kiedyś potrzebowaliśmy aprobaty bezpośrednio od ludzi, dziś zdobywamy ją też online.

To faktycznie paradoks, że potrafimy odcinać się od ludzi, z którymi jesteśmy na wakacjach, żeby udowodnić coś tym, którzy są daleko.

Tak, możemy przegapić świetny czas tu i teraz, bo porównujemy go z wyidealizowanym obrazem wakacji innych ludzi. Nawet piękne miejsce przestaje cieszyć, jeśli czujemy, że „moglibyśmy być gdzieś w lepszym”.

A co z nieustannym śledzeniem newsów – to też FOMO?

To trochę inny mechanizm, bardziej uzależnienie od informacji. Ale są podobieństwa: przymus sprawdzania daje chwilową ulgę, koi lęk. W FOMO jest podobnie. Upewniamy się, że to, co robimy, jest fajne, bo dostajemy zewnętrzną aprobatę.

W jaki sposób odzyskać równowagę i korzystać z nowych technologii, by nie odbywało się to kosztem wypoczynku?

Najpierw warto sprawdzić, na jakim jestem etapie. Czy naprawdę mam problem? Jeśli nie potrafię być tu i teraz, na przykład, zamiast oglądać pokaz fajerwerków, nagrywam go przez cały czas telefonem, warto zapytać siebie: „czy to jest zgodne z moimi wartościami?”. Bo często gonimy za tym, co spektakularne, popularne, a niekoniecznie zgodne z tym, co dla nas naprawdę ważne. Warto zastanowić się, czy robię coś, bo chcę, czy bo „tak trzeba”. Czy to moje wartości?

Jesteśmy więc na plaży i nagle czujemy przemożną potrzebę sięgnięcia po telefon. Co robić?

Tu bardzo pomaga mindfulness, choć wymaga trochę treningu. Chodzi o to, żeby złapać moment: „Ok, właśnie biorę telefon, ale po co?”. I spróbować go odłożyć. Skupić się na tym, co tu i teraz, na oddechu, na otoczeniu.

Telefon w łatwy sposób dostarcza nam dopaminy, a tutaj warto dać sobie alternatywę. Możemy dotknąć czterech rzeczy w naszym otoczeniu i ich doświadczyć. Jakie mają tekstury? Poczujmy pod stopami piasek nagrzany słońcem i chłodną wodę dla kontrastu. Robimy to po to, aby się wyciszyć i pobudzić zmysły. Na plaży można usłyszeć wspaniałe dźwięki i skoncentrować się na tym, co się dzieje, niech to będą trzy takie rzeczy. A potem znajdźmy dwie rzeczy, które można powąchać, przecież plaża to również świetne miejsce do doświadczania zapachów. I na koniec znajdźmy jedną rzecz, której można posmakować.

W tym „nicnierobieniu” też coś robimy: poznajemy siebie, swoje myśli, swoje reakcje. Czasem pojawia się niepokój, bo nasze głowy przyzwyczajone są do bodźców. Ale to da się ćwiczyć i z czasem staje się łatwiejsze.

Dominika Wrońska, psycholożka i trenerka na wakacjach na Lanzarote, plaża
Wypoczynek na Lanzarote [c] Dominika Wrońska

Twoja specjalizacja obejmuje też aerofobię. Czy widzisz podobieństwa między lękiem przed lataniem a lękiem przed byciem offline?

Łączy je to, że w obu przypadkach mamy do czynienia z lękiem jako emocją. Są osoby bardziej podatne na lęk w ogóle, i one mogą doświadczać zarówno FOMO, jak i lęku przed lataniem. Ale mechanizmy są inne.

Kiedy ten lęk przed lataniem staje się problemem?

Wyraźnym sygnałem jest moment, w którym ten dyskomfort jest już odczuwalny. Jeśli lecę, ale myślę tylko o tym, jak to będzie męczące, przygotowuję się mentalnie na cierpienie, to się utrwala. Gdy zaczynam unikać latania całkowicie, mamy już coś, co psychologia definiuje jako fobię. Im wcześniej zaczniemy z tym pracować, tym łatwiej opanujemy ten lęk.

Co powiedziałabyś osobom, które się wstydzą poprosić o pomoc?

To bardzo ważne pytanie. Wokół lęku przed lataniem bywa bariera wstydu, bo widzimy, że inni robią to bez problemu, a my reagujemy całym ciałem. Łatwo pomyśleć „coś jest ze mną nie tak”.

Uważam, że sięgnięcie po pomoc jest ogromnym aktem odwagi. I nie zawsze musi to być od razu terapia, choć to bardzo skuteczna i indywidualna forma pracy. Można zacząć od poradników samopomocowych, jak mój „Tryb samolotowy”, który stworzyłam z myślą o takich osobach. 

Jak jeszcze możemy sobie pomóc?

W Warszawie mamy też symulatory lotów, takie jak symulator Boeinga 737. Jest świetny, bo to kabina pasażerska, nie kokpit pilota. Mogę tam poczuć się pasażerką, co jest ważne dla osób potrzebujących poczucia kontroli. 

To idealna opcja dla tych, którzy mają trudności z lataniem, ponieważ symulator realistycznie odwzorowuje dźwięki. Niestety, nie ma przeciążeń, bo jest w pełni statyczny, jednak to pełnowymiarowa kabina z maseczkami, fotelami, lukami bagażowymi i pasami – wszystko jest identyczne jak w prawdziwym samolocie. Co więcej, personel to prawdziwe stewardesy i piloci, którzy na co dzień pracują w lotnictwie.

Dzięki temu, poza terapią, istnieje wiele innych narzędzi, które pomagają budować gotowość i przybliżyć się do latania bez zbędnego stresu.

Marzysz o Base Campie pod Everestem i o wakacjach na Islandii. Czy to właśnie możliwość bycia offline jest pociągająca w tych kierunkach?

Nie myślałam o tym w ten sposób. Chciałabym doświadczyć czegoś skrajnego – dyskomfortu fizycznego, trudnych warunków, by sprawdzić, jak sobie z tym poradzę.

Islandia też mnie pociąga – to surowość, nieprzewidywalna pogoda. Chcę zobaczyć, jak reaguję na brak komfortu, na brak kontroli. Bo psychologicznie to buduje odporność, uczy elastyczności.


Jeżeli fascynują cię Himalaje…

Kiedy miałam osiemnaście lat, mój starszy o dziesięć lat narzeczony wybierał się na wyprawę eksploracyjną na niezdobyty wcześniej szczyt w Himalajach, w Nepalu. Często wydaje nam się, że Ziemia jest już całkowicie „opanowana” przez człowieka. Tymczasem wciąż istnieje wiele szczytów, które nie zostały zdobyte. I mój narzeczony zapytał mnie, czy pojadę z nim — z jego entuzjazmem, w którym nie było miejsca na realne przeszkody. Byłam zakochana, zafascynowana podróżami i choć miałam maturę przed sobą — zdecydowałam, że pojadę – opowiadała nam Paulina Kozub-Chwastek, trenerka kompetencji międzykulturowych. Poznaj jej historię.


Dominika Wrońska, psycholożka i trenerka, specjalizująca się w pracy z lękiem opowiada o FOMO w wywiadzie

Dominika Wrońska – psycholożka i trenerka. Od lat wspiera osoby, które chcą lepiej zrozumieć siebie, swoje emocje i schematy myślenia. Pracuje w nurcie CBT, integrując go z uważnością i podejściem opartym na wartościach. Specjalizuje się w pracy z lękiem – w tym z lękiem przed lataniem – tworząc treści edukacyjne, kursy online i materiały samopomocowe, które wspierają w odzyskiwaniu poczucia wpływu i wewnętrznego spokoju. Jest autorką interaktywnego przewodnika po awiofobii Tryb samolotowy, który pomaga latać bez zbędnego stresu. Łączy naukową rzetelność z przystępnym językiem, dbając o to, by wiedza psychologiczna realnie wspierała codzienne życie. Rozwój osobisty traktuje jak najważniejszą podróż życia – taką, którą warto odbyć na własnych zasadach. Można znaleźć ją na Instagramie.


Przeczytaj również:

Hanna Sieja-Skrzypulec

Literaturoznawczyni, copywriterka i instruktorka pisania. Autorka „Twórczego pisania na gruncie polskim”, scenariuszy filmowych oraz artykułów poświęconych kreatywności. Kocha mikropodróże, szwendanie się po miastach oraz wędrówki przez pola i lasy. Lepiej nie pytać jej o drogę.

Instagram

Szukasz konkretnego miejsca?