Czasami podróżnicze marzenia wydają się tak nieosiągalne jak gwiazdy na niebie. O tym, jak ich dosięgnąć, a przy okazji zadbać o dobrostan intelektualny, rozmawiamy z popularyzatorem astronomii i organizatorem popularnonaukowych wypraw – Karolem Wójcickim.

Co było pierwsze w Twoim życiu – podróże czy kosmos?

Zdecydowanie kosmos. Miałem kilkanaście lat, gdy zacząłem uważniej przyglądać się temu, co się dzieje nad naszymi głowami. Ta fascynacja rozwijała się za sprawą różnych książek popularnonaukowych i programów telewizyjnych. I okazało się, że z balkonu czy z podwórka mogę zobaczyć sporo rzeczy, które dzieją się w kosmosie.

A kiedy pojawiły się podróże?

Apetyt zaczął rosnąć. Zacząłem wyjeżdżać z miasta, żeby poszukać odrobinę ciemniejszego nieba, widzieć jeszcze więcej. A później pojawiło się pragnienie, by zobaczyć zjawiska, których z miejsca mojego zamieszkania po prostu nie da się zobaczyć. Pierwszy taki impuls poczułem w 2008 roku – wybraliśmy się wtedy w studenckim gronie do Nowosybirska, by zobaczyć całkowite zaćmienie Słońca.

Rozgwieżdżone niebo odbija się w jeziorze – góry Ałtaj na Syberii
Rozgwieżdżone niebo odbija się w jeziorze – góry Ałtaj na Syberii © shutterstock

Studencki wyjazd na Syberię. Jak to wyglądało?

Do Nowosybirska jechaliśmy Koleją Transsyberyjską, mieliśmy wracać samolotem. Niestety, w Rosji coś nie zagrało i nasze bilety anulowano. Rozpoczął się więc wyścig z czasem, aby zdążyć dotrzeć koleją do granicy, bo kończyły nam się wizy. Po kolejnych 4 dniach w pociagu dotarliśmy do Polski. Wtedy pierwszy raz doświadczyłem tego, co dzisiaj jest dla mnie ważne w podróżowaniu – poczucia niezwykłej przygody.

Przeżyj niezwykłą przygodę

Jak do tego doszło, że zacząłeś organizować wyprawy popularnonaukowe?

Od lat prowadzę fanpage, na którym opowiadam ludziom o tym, co oglądam z domowego ogródka. Kiedy zacząłem więcej podróżować, to naturalnie tym również dzieliłem się w mediach społecznościowych. Wrzucałem zdjęcia z moich wypraw na zorze polarne czy kolejne całkowite zaćmienia Słońca. Szybko pojawiły się głosy: „Karol, czy my możemy jechać z Tobą?”.

Czyli ludzie zobaczyli, jak podróżujesz. I poczuli, że też tak chcą.

Tak, dokładnie. To była dla mnie wielka szansa na to, aby móc częściej obserwować to zjawisko. Nie ukrywajmy: podróże na daleką północ to kupa kasy.  Dawniej mogłem sobie pozwolić na taki wyjazd dwa, góra trzy razy w roku. Teraz takich wyjazdów organizuję kilkanaście – ludzie mają radochę, a ja mam pracę i jeszcze większą frajdę z dzielenia się swoją pasją.

Para na skuterach śnieżnych w norweskim Svalbard © shutterstock

Jacy ludzie zgłaszają się na Twoje wyprawy?

Oczywiście ludzie zgłaszają się bardzo różni, ale widzę u nich główną wspólną cechę. Wszyscy mają marzenie do spełnienia. Oni znają te widoki z Internetu, oni czytali o tych zjawiskach i MARZĄ o tym, żeby tę zorzę czy tę Drogę Mleczną zobaczyć! Niektórzy są bardzo przygodowi, przyzwyczajeni do trudnych podróży, np. mają już doświadczenie z wypraw w Arktyce, a ten wyjazd jest dla nich po prostu okazją, by spróbować czegoś nowego. 

A z drugiej strony wyjeżdżają ze mną też ludzie, którzy nie podróżują dużo i ten wyjazd jest dla nich wyjściem ze strefy komfortu. Spotykałem ludzi, którzy nienawidzą zimna, ale ich pragnienie zobaczenia zorzy polarnej było silniejsze. Chociaż bardzo cierpieli podczas chłodnych nocy, to jednak zaciskali zęby i mówili: „za zorzę!” 😀

Wyjdź ze strefy komfortu

Dlaczego obserwowanie nieba i natury w ogóle jest tak ważne dla człowieka?

Sam nie jestem pewien, po co dokładnie to robię. Jedną z odpowiedzi, które lubię – choć może jest trochę naciągana – jest to, że rozgwieżdżone niebo to korzenie naszej cywilizacji, nauki, kultury, religii. Spoglądanie w niebo i zastanawianie się, co tam jest, próby wyjaśniania zjawisk, które tam zachodzą, były podstawą do tworzenia pierwszych wierzeń, mitologii, kultury, sztuki, malowideł, rzeźb. Dzięki tej fascynacji rozwijały się pierwsze nauki: astrologia, potem astronomia, ale także matematyka  i fizyka.

Czyli obserwując niebo, wracamy do korzeni.

Dokładnie. Niebo towarzyszyło nam od zawsze. Wychodząc przed dowolną izbę parę tysięcy lat temu, można było zobaczyć fantastycznie rozgwieżdżone niebo. Dzisiaj większość mieszkańców miast nie ma na to szans, za sprawą rosnącego zanieczyszczenia światłem. Droga Mleczna bywa widokiem ekskluzywnym – niektórzy nie zobaczą jej ani razu przez całe życie. A to przecież nasze miejsce we Wszechświecie, nasz dom, nie wspominając o tym, że jest po prostu przepiękna!

Fragment Drogi Mlecznej nad Bieszczadami © shutterstock

A jakieś korzyści dla dobrostanu i psychiki?

Obserwując niebo czy przyrodę nocą, doświadczamy świata obok świata. Mamy swoją codzienność – zabieganą, głośną, szybką. A w nocy to wszystko zwalnia. Dookoła wszyscy idą spać, robi się ciszej, latem można odetchnąć od upałów. Łatwiej zdystansować się od problemów, gdy posiedzisz sam na sam z niesamowitością. 

Przyznaję, że to dla mnie trudne. Zaraz mam ochotę odpalić transmisję na żywo albo robić zdjęcia. Znasz taki film: Sekretne życie Waltera Mitty? Pokazuję go czasem ludziom na wyjazdach, dobrze opowiada o tym, jak wyjść ze swojej strefy komfortu. Główne przesłanie to:

„Przestań marzyć, zacznij żyć”

Nie znam. Brzmi obiecująco.

Bardzo Ci go polecam, to mój ulubiony film na świecie. [Uwaga, zaraz mały spoiler do filmu 🙂 – red.] Szczególnie przemawia do mnie wątek fotografa, który zaszywa się w górach, chyba gdzieś w Afganistanie, i poluje na ekstremalnie rzadkie widoki. Czai się przez tydzień, by uwiecznić śnieżną panterę. Pantera w końcu wychodzi ze swojej groty, fotograf już-już chce robić zdjęcie, ale się waha. Uznaje, że ta chwila jest tak bardzo niesamowita i tak bardzo JEGO, że on chce po prostu w niej być. I nigdy tego zdjęcia nie robi. [koniec spoilera – red.]

Właśnie tego się teraz uczę. Coraz częściej zdarza się, że widząc wspaniałą zorzę polarną, nie staję już na głowie, żeby zrobić niesamowite zdjęcie czy nagrać film. Bo czasem dobrze jest po prostu być tu i teraz, dzielić tę chwilę tylko z ludźmi, którzy są obok.

Para podziwia rozgwieżdżone niebo w górach
Para podziwia rozgwieżdżone niebo w górach © shutterstock

Wspomniałeś o tym, że Droga Mleczna to widok ekskluzywny. Czy trzeba jechać daleko, aby podziwiać ciekawe zjawiska na niebie?

Właśnie to jest zaskakujące, że wcale nie trzeba jechać daleko. W Polsce mamy jedno z najlepszych miejsc do obserwacji gwiazd, i tym miejscem są Bieszczady. Nie powiem, że takiego miejsca ze świecą w ręku szukać, bo to będzie przeczyło idei ciemności 🙂 ale trudno w Europie znaleźć drugie tak ciemne, wręcz czarne niebo. 

Zobacz najbardziej rozgwieżdżone niebo w Polsce

Popularne obszary to także okolice na południowy zachód od Kiruny w Szwecji i południowe wybrzeże Islandii. Tylko że latem na Północy są bardzo krótkie dni, występują dni polarne i białe noce, przez parę miesięcy nie da się nic obserwować. Jesienią i zimą można by się tam cieszyć wspaniałym ciemnym niebem, gdyby nie… przeklęte zorze polarne, które wszystko zaświetlają 😉 A skoro o zorzach mowa – najlepszymi miejscami do obserwacji tego zjawiska będą oczywiście północna Skandynawia i Islandia.

Odkryj Skandynawię po swojemu

W poszukiwaniu ciekawych widoków na niebie można jeszcze jechać na południe Europy, w kierunku Morza Śródziemnego. Wyjątkowym miejscem jest Teneryfa. Samo niebo nie jest tu bardzo ciemne, ale warunki sprzyjają obserwacji. Jak wdrapiemy się wysoko, np. na wulkan, zostawiamy w dole chmury, które zasłaniają światła z nadmorskich kurortów. I otwiera się nam widok na zupełnie inne niebo, bo zahaczamy już o szerokości geograficznej północnej Afryki. 

Centrum Drogi Mlecznej wznosi się tam kilkanaście stopni nad linią widnokręgu, a nie szoruje po horyzoncie, jak na niebie widzianym z Polski. To stwarza genialne warunki do zdjęć – organizujemy tam wyjazdy fotograficzne z fantastyczną przewodniczką Marzeną Rogozińską, absolutną gwiazdą polskiej sceny astrofotograficznej.

Zobacz Drogę Mleczną z wulkanu

A jakieś kierunki poza Europą?

Do obserwacji nieba na pewno rejony równikowe czy ogólnie międzyzwrotnikowe. Bardzo popularnym kierunkiem dla łowców gwiazd jest Afryka, zwłaszcza Namibia, nazywana mekką astrofotografów. Fantastyczne, ciemne niebo, Droga Mleczna wysoko nad horyzontem, widoczne obiekty, które w Europie są poza naszym zasięgiem. Choć mnie, szczerze mówiąc, Afryka nigdy nie pociągała. Znacznie ciekawsza wydała mi się Australia, choć wcale się tego nie spodziewałem. Wybrałem się tam tylko dlatego, żeby zobaczyć całkowite zaćmienie Słońca, ale tak mi się tam spodobało, że chcę tam jak najszybciej wrócić.

Zarys Drogi Mlecznej nad Teneryfą © shutterstock

No właśnie, a jak to jest z zaćmieniami Słońca?

To już nie od nas zależy! Pamiętam z dzieciństwa taki program na Discovery Channel „Podróże na chybił trafił”. Prowadzący rzucał kostką i jechał tam, gdzie mu się wylosowało. Z zaćmieniami jest podobnie – cień Księżyca pada w trochę przypadkowych miejscach. Na szczęście mamy to wyliczone na setki lat do przodu, w Internecie bez trudu można podejrzeć, kiedy i gdzie będą kolejne zaćmienia.

Wspominałem już o zaćmieniu na Syberii, potem miałem jeszcze przyjemność oglądać zaćmienie w Stanach Zjednoczonych, Chile, Australii. Za niedługo (kwiecień 2024) znowu będzie zaćmienie w Stanach, później w Hiszpanii, Egipcie, znowu w Australii. I tak to wygląda – ja mogę sobie chcieć planować jakoś wakacje, ale cień Księżyca wie lepiej 🙂 

Rozgwieżdżone niebo nad Killcare Beach w Australii © shutterstock

Jakie są zalety takiego stylu podróżowania?

Myślę, że często pod wpływem social mediów wyrabiamy sobie przekonanie, że chcemy lecieć w jakieś popularne miejsce, np. do Barcelony. A być może w pobliżu leży jakieś inne miasto, o którym się nie mówi, ale spodobałoby się nam znacznie bardziej? Dlatego lubię podróżować tam, gdzie dzieje się coś niezwykłego. Po drodze odkrywam pasjonujące rzeczy, o których nie miałem pojęcia. Choćby w Australii – fascynujące miejsca związane z astronomią, piękne pustynie, najpyszniejsze mango w życiu.

Podziwiaj niezwykłe miejsca

Wspomniałeś o tym, że coraz trudniej jest obserwować niebo. Z jakimi wyzwaniami mierzysz się przy organizacji wypraw?

Oprócz zanieczyszczenia światłem główną przeszkodą jest pogoda, a konkretnie chmury. Sam doświadczyłem wielkiego rozczarowania, kiedy poleciałem na zaćmienie do Chin, ale nie zobaczyłem go właśnie za sprawą mocnego zachmurzenia. Organizując wyprawę na zorze, zawsze analizuję prognozy pogody i rezerwuję na to kilka nocy, wtedy wzrasta prawdopodobieństwo, że w trakcie wyprawy trafimy na kawałek pogodnego nieba. Na szczęście na 70 takich wyjazdów w mojej karierze jeszcze nie było takiego, na którym nie udałoby mi się pokazać uczestnikom zorzy, to mnie bardzo cieszy.

To może jeszcze odwrócę pytanie – co pomaga w obserwacji nieba? Po tym, co mówisz, ciśnie mi się na usta słowo „cierpliwość”.

Tak, zdecydowanie cierpliwość, i determinacja. Wyobraź to sobie: wylatujemy z Warszawy bladym świtem, np. o 5:00 rano, docieramy do Norwegii, z Tromso czeka nas jeszcze jakieś 100 km do przejechania, docieramy na miejsce noclegu około 17.00. Zdarza się, że przyjeżdżamy do domku, zmordowani po tych 12 godzinach podróży, a tu nagle na niebie pojawia się wielka, fenomenalna zorza polarna, tak jasna, że klękajcie narody! Obiekty zaczynają rzucać cienie, gwiazdy znikają, zorza faluje w zatrważającym wręcz tempie, wszyscy pieją z zachwytu, jest moment spełnienia. Wszystko pięknie, tylko że jak zobaczysz taki widok pierwszego dnia, to potem możesz się trochę rozczarować.

Grupa turystów podziwia zorzę polarną na Lofotach w Norwegii
Grupa podziwia zorzę polarną na Lofotach w Norwegii © shutterstock

„Dzień dobry, tu jest zorza, dziękuję”. Tylko co dalej?

No właśnie. Jako organizator nie przepadam za takimi sytuacjami, bo potem przez kolejne cztery dni słyszę „noo, tamta pierwsza zorza była lepsza…” 😉 Ale w większości przypadków rzeczywiście jest tak, że trzeba poczekać parę godzin albo nocy, zanim pojawi się fajna zorza. Wracając jeszcze do pytania, co pomaga w obserwacji zjawisk astronomicznych – kluczowe jest znalezienie ciemnego nieba, tu nie sprawdza się powiedzenie, że „najciemniej pod latarnią”. Jeśli dookoła są światła, to zorza nie będzie wyglądać spektakularnie. 

Niezbędna jest też wytrwałość i odporność na zimowe warunki, trzeba być wypoczętym i ciepło ubranym. Znalezienie skrawka czystego nieba często wymaga przejazdu samochodem wielu kilometrów, a potem oczekiwania na mrozie przez ładnych parę godzin. Jeśli nastawiamy się na oglądanie zorzy w najlepszym wydaniu, lepiej nie planować intensywnego zwiedzania okolicy za dnia, tylko wypoczywać i zbierać siły na noc.

Dziewczynka w ciemnych okularach czeka na zaćmienie Słońca
Ochrona wzroku to podstawa 🙂 W oczekiwaniu na zaćmienie Słońca © shutterstock

Zaćmienia to jeszcze osobna historia, tutaj największym wyzwaniem bywa długa, wielogodzinna, czasem nawet wielodniowa podróż. Często trzeba dotrzeć do miejsc, które nie są w pobliżu żadnego lotniska, hotelu czy sklepu, i stać w gigantycznych korkach, no bo wszyscy chcą to zobaczyć. Wysiłek organizacyjny i wytrzymałościowy, by zobaczyć zaćmienie Słońca, jest ogromny. Ale ten moment, kiedy nagle kolory bledną, robi się ciemno i zimno, słońce zamienia się w czarny krąg, na niebie pojawiają się gwiazdy, ludzie krzyczą… ta euforia i adrenalina wynagradzają wszystko

Czyli trudno jest spełniać marzenia, ale warto.

Ten moment, kiedy mówisz sobie: „wytrwałem, udało się!”, daje szaloną satysfakcję. Tylko ostrzegam, że jak opadną emocje, to zaraz kiełkują myśli: „co dalej? Co jeszcze niezwykłego mogę zobaczyć? Chcę więcej!”. Spełnianie podróżniczych marzeń jest silnie uzależniające 🙂


Karol Wójcicki – popularyzator astronomii, dziennikarz naukowy, podróżnik. Twórca największego w Polsce astronomicznego fanpage „Z głową w gwiazdach”. Zorganizował największe na świecie wspólne obserwacje nocnego nieba (ponad 12 tys. osób) oraz wiele innych imprez i wypraw popularnonaukowych.


FAQ

Instagram

Szukasz konkretnego miejsca?