Być może w przyszłości będziemy wchodzili w jakąś kapsułę albo wkładali zaawansowane urządzenie na głowę i będziemy mogli poczuć zapach włoskiej prowincji lub charakterystyczną wilgoć Szkocji na twarzy.

Podobno podróże kształcą.

Często nie zastanawiamy się, co to hasło w rzeczywistości oznacza. Uważam, że nie ma kształcenia bez poznawania świata. Jeżeli chcę poznać świat, innych ludzi, ich sposób myślenia i zwyczaje, muszę podróżować. Ale w podróżowaniu nie chodzi tylko o szybkie przedostanie się gdzieś.

W takim razie o co?

Na bliższe dystanse lubię przemieszczać się motocyklem. Nie dlatego, że jest wygodniej, bo jest wiele sytuacji, w których motocykl wcale nie jest wygodny. Chodzi o doświadczanie otoczenia. O to, że motocyklem jadę wolniej niż samochodem, o to, że muszę się rozglądać czy nie zacznie padać deszcz. W motocyklu nie ma żadnego urządzenia, które filtruje mi powietrze, w efekcie jak wjeżdżam w las, to czuję zapach lasu, a jak z niego wyjeżdżam, to nagle czuję zmianę temperatury. To są niby detale, ale ja to czuję. I to jest właśnie to, o co chodzi w podróży, o proces, a nie o szybki strzał. Z tych samych powodów jako młody człowiek lubiłem podróżować autostopem.

Nie ma kształcenia bez poznawania świata!

Wybierając się w nowe miejsce, nie mamy pewności, co nas czeka.

Podróż to przygoda. Przygoda ma wpisaną w siebie niepewność, czasami niespodziankę. Podróżowanie ma dla mnie ogromną wartość, nawet jeżeli na końcu okazuje się, że miejsce docelowe z jakiegoś powodu jest inne, niż zakładałem, albo nawet gdy osoba, z którą miałem się spotkać, okazała się nie mieć tych cech, które sobie wyobrażałem, że będzie miała. Sama podróż często wynagradza takie rozczarowania, zmienia sposób myślenia i patrzenia na świat.

Czy każdy z nas ma w sobie chęć poznawania świata, „gen odkrywcy”?

Każdy, albo prawie każdy z nas chce wiedzieć, tylko jesteśmy różni, więc wykorzystujemy inne narzędzia, aby się dowiedzieć. Różne narzędzia dla różnych osób będą też wystarczające. Jeżeli ja chcę się czegoś dowiedzieć tak na sto procent, to dla mnie jest trochę mało o tym przeczytać — ja chcę tam być i to zobaczyć. Natomiast nie wartościuję tego. Być może są ludzie, którym przeczytanie o czymś w zupełności wystarczy. Osobiście, gdy podejmuję się tematu dla mnie szczególnie ważnego, to staram się zrobić absolutnie wszystko, żeby doświadczyć tego miejsca, ludzi i sytuacji, osobiście.  

Czasami podróżujemy nie po to, żeby coś odkryć, ale po to, by nam się lepiej myślało. 

Kiedyś miałem trudności ze skupieniem się, gdy pojawiały się jakieś dźwięki, i wiem, że inni też tak mają. Gdybym wciąż miał ten problem, zwłaszcza podczas intensywnej pracy intelektualnej, takiej jak pisanie książki, przypuszczam, że musiałbym gdzieś wyjechać. Myślę, że dlatego różne stowarzyszenia artystów mają domy pracy twórczej gdzieś na uboczu, często bez wygód. Potrzebują takich miejsc, żeby oderwać się od codziennego życia, pośpiechu, dźwięków, kolorów, świateł i ludzi, i móc całkowicie zanurzyć się w swojej pracy, niezależnie od tego, czy to malowanie, pisanie, czy obliczenia.

Niektóre osoby potrzebują oderwać się od bodźców, by całkowicie skupić się na pracy.

Chodzi o pozytywny wpływ natury na nasz dobrostan?

Może tak być, choć ja znam osoby, które nie zaznają jakiegoś ukojenia tylko dlatego, że szumią drzewa. To są osoby, które są najbardziej twórcze w ruchu, hałasie, emocjach i bodźcach. Myślę, że tu nie ma naczelnej zasady, ale jeżeli te osoby tak mają, to do tych miejsc też muszą podróżować, również muszą zmienić otoczenie. Cały czas obracamy się wokół tego, że podróż zmienia sposób patrzenia na świat, a otoczenie powoduje, że człowiek staje się inny. 

Jak pan myśli, dlaczego tak jest?

Czasami budujemy wokół siebie otoczenie, które powoduje, że trudno nam się skoncentrować. Jeżeli chcemy zrobić coś naprawdę dużego, to musimy na chwilę oderwać się od tego, w czym jesteśmy na co dzień — to chyba o to chodzi. 

Uprawianie nauki bez podróżowania nie jest możliwe?

Współczesna nauka ścisła to jest w pewnym sensie w całości podróż i nawet nie chodzi mi o konferencje naukowe. Naukowcy mogliby się spotykać tylko w świecie online, ale jeżeli człowiek chce podyskutować i wymienić poglądy, potrzebuje czegoś więcej. Jest dobrze widziane, by naukowiec zmieniał uczelnie, a w wielu krajach jest wręcz narzucone, by zmieniał miejsce pracy i zamieszkania co trzy, cztery lata. Inni ludzie to inny sposób pracy, inny sposób pracy może prowadzić do spojrzenia na ten sam problem z zupełnie nowej strony. Siedzenie w jednym miejscu nie sprzyja badaniom.

W takich sytuacjach technologia nam coś odbiera?

Technologia dużo nam daje. Czasami dzięki technologiom w ogóle może dość do jakiegoś spotkania. Jednak, jeżeli uznamy, że technologia jest w stanie nam wszystko zastąpić, np. kontakt  z drugim człowiekiem, to my sami sobie coś odbieramy. Możemy, na przykład, zamiast iść na spacer do parku, przejechać kawałek samochodem, ale nie powiemy przecież, że to samochód odbiera nam możliwość doświadczania natury. Myśmy ją sobie sami odebrali, bo w sposób niepotrzebny wykorzystaliśmy technologię. 

Mówimy o tym, jak podróżowanie pomaga nam w odkrywaniu świata i poszerzaniu wiedzy. A jak nauka wpływa na podróżowanie?

Jak czytam wspomnienia naukowców i podróżników sprzed 100 czy nawet 80 lat, to dopiero wtedy zdaję sobie sprawę z tego, jak bardzo zmienił się świat — także przez zmianę sposobów podróżowania. One zawsze były związane z technologią: budowy drogi, czy budowy urządzenia, którym się podróżowało. To połączenie między nauką-technologią a podróżowaniem jest bardzo ścisłe. Być może w przyszłości będziemy wchodzili w jakąś kapsułę albo wkładali zaawansowane urządzenie na głowę i będziemy mogli poczuć zapach włoskiej prowincji lub charakterystyczną wilgoć Szkocji na twarzy. 

Poczuj wilgoć Szkocji na twarzy

Skąd takie przypuszczenie?

Patrząc na sposoby komunikowania się, które w pewnym sensie są podróżą, widzimy, jak kolejne technologie pozwalały nam przenosić coraz więcej zmysłów zdalnie. Począwszy od listów, w których przekazywaliśmy tylko informacje, przez telefon, który pozwala oddać emocje w głosie, aż po coraz dokładniejszy obraz wideo. Są takie próby, nawet całkiem udane, w których rozszerzona rzeczywistość umiejscawia osobę, z którą rozmawiamy, w naszym otoczeniu, jak gdyby siedziała obok nas.

Czy kiedyś przeniesiemy w ten sposób dotyk? Zapach? Nie wiem, nie wydaje mi się to niemożliwe. Z całą pewnością będziemy próbowali. Jak się to skończy? Chciałbym, żeby rozmowa czy podróż, czy to ta zwykła, czy, mówiąc górnolotnie, ta do duszy człowieka, zawsze dawały nam coś, czego nie da żadna technologia. Tylko to jest życzenie, a nie naukowa pewność.  

To może wcześniej polecimy na wakacje na Marsa?

W taką wizję, że na Marsie, albo na Księżycu budujemy hotel — ja nie wierzę. I to nie chodzi o technologię, tu chodzi o człowieka. Świat poza ziemską atmosferą, poza ziemską grawitacją jest światem tak innym i tak nienaturalnym, że w konsekwencji niewygodnym i niebezpiecznym. I póki nie  wymyślimy sztucznej grawitacji, to jakkolwiek rozbudowana będzie kapsuła i rakieta i nawet jeżeli lot na Marsa nie będzie trwał pół roku, tylko dwa dni, to wciąż będziemy w stanie nieważkości. 

Nie chcielibyśmy go doświadczyć?

Stan nieważkości jest tak inny od  tego, co doświadczamy, ze nasz organizm totalnie się gubi. I to zagubienie, sprzeczne sygnały z różnych zmysłów powodują np. nudności, brak apetytu. Najprostszych rzeczy, nad którymi w ogóle się nie zastanawiamy, takich jak jedzenie, picie, czynności fizjologiczne, czy chociażby mycie się, trzeba się długo uczyć. Nawet jeżeli ceny podróży poza ziemską atmosferę drastycznie spadną, to wciąż tam będzie ta nieważkość. Myślę sobie, że może dość powszechne staną się loty na chwilę tam i z powrotem, takie paraboliczne. Nie wierzę jednak w to, żeby udało się sprawić, by taka kosmiczna turystyka, w rozumieniu pobytu tam na dłużej, zafunkcjonowała.


Chciałbym, żeby rozmowa czy podróż, czy to ta zwykła, czy, mówiąc górnolotnie, ta do duszy człowieka, zawsze dawały nam coś, czego nie da żadna technologia.


Czy to nie jest właśnie to, co ludzi pociąga? Kompletnie inne, ekstremalne doświadczenie?

Myślę, że tak, ale jeżeli chcemy dokonać czegoś ekstremalnego, to jedźmy sobie na biegun. Jeżeli tylko będziemy mogli tam pojechać, zobaczyć i od razu wrócić, to super, ale myślę sobie też, że jeżeli mielibyśmy spędzić tam dwa tygodnie, to wielu zapłaciłoby dużo, żeby móc stamtąd wrócić.

A biegun to wciąż jest nic w porównaniu z orbitą i stanem nieważkości. Na biegunie, kiedy jest zimno, to się lepiej ubierzemy, kiedy wieje, to nie będziemy wychodzili na zewnątrz, natomiast w kosmosie jesteśmy zupełnie uzależnieni od technologii. Nawet jeżeli możemy być jej całkowicie pewnymi, to wciąż pozostaje ta nieważkość, a ona ma ogromne konsekwencje.

Taka prosta rzecz: jak nam jest za gorąco, to się pocimy. Cały system termoregulacji działa w ten sposób, że nasza skóra robi się wilgotna od potu. Ten pot odparowuje, obniżając temperaturę ciała. W stanie nieważkości to tak przestaje działać. Pot odparowuje dlatego, że lżejsze, rzadsze powietrze może wędrować do góry. W stanie nieważkości z naszej skóry nie odparuje woda. W efekcie mamy nie tylko ogromne problemy z termoregulacją, ale po prostu zaczynamy śmierdzieć. I oczywiście żaden astronauta nie będzie o tym opowiadał.

Natomiast co innego praca i badania naukowe, a co innego urlop i dwa tygodnie w takich warunkach. To są zupełnie dwie różne rzeczy. Stawiam tezę, że lot tam i z powrotem ok, ale takie wizje, że przychodzi urlop, a my pakujemy się z rodziną na dwa tygodnie i lecimy do hotelu na orbicie — to nie.

Czy turystyka kosmiczna, taka jak ją sobie wyobrażamy, to tylko mrzonka?

Pan by się wybrał, w celach naukowych?

Patrząc na dzisiejszą technologię, to bez mrugnięcia okiem wybrałbym się na orbitę albo na Księżyc, czy na Marsa? Zastanawiałbym się, bo to jest bardzo długa podróż. 

Jakie są obecne szacunki?

Nie wchodząc w szczegóły, pół roku w jedną stronę. Jeżeli pobyt na Marsie miałby być dłuższy niż dwa, trzy dni, to później na tym Marsie trzeba czekać przynajmniej z pół roku, aż znowu orbity planet się zejdą. W najbardziej ekspresowej wersji trzeba liczyć półtora roku, jeżeli chcielibyśmy zostać tam na dłużej, to prawie dwa lata.

Zejdźmy więc na Ziemię. Jakie kierunki Pana fascynują?

Chciałbym zobaczyć bieguny. Byłem za kołem podbiegunowym, ale na samym biegunie nie byłem. Ja powiedziałem na początku, że samo miejsce to jedno, ale proces docierania tam jest dla mnie ważniejszy. Są miejsca, które bym zobaczył po raz kolejny, ale ważniejsze jest dla mnie to, jak ja się tam dostanę, z kim i po co ja tam jadę. Są miejsca, w które bym nie pojechał tylko po to, żeby po prostu usiąść na plaży czy napić się kawy, ale gdybym mógł tam spotkać ciekawą osobę lub zrealizować interesujący materiał, to już tak. 

Czy dobrze wyczuwam, że lubi Pan chodzić po górach?

Lubię chodzić po górach, często żegluję. Odpoczywam w sposób aktywny i często łączę tę aktywność z poznawaniem ludzi i poglądów. To się wszystko łączy: w chodzeniu po górach ważny jest sam proces, a jak się już tam wejdzie, to widzi się więcej.  

Nie musisz od razu lecieć w kosmos!

Co poradziłby Pan osobom, które chciałyby rozwijać swoją pasję do odkrywania świata?

Każdy patrzy na świat swoimi oczami. Podróże pomagają mi poszerzać kąt widzenia. Pierwsza rzecz, to żeby się tego nie bać i próbować. Wiele osób myśli, że podróże są drogie i trzeba lecieć do Ameryki Południowej, ale podróżowanie nie musi oznaczać dalekich wypraw.

Ja mieszkam na Śląsku i mogę na rowerze pojechać do Czech lub Słowacji. Niedaleko, ale wystarczy, by poznać innych ludzi, inną kuchnię, inną wrażliwość. Ameryka Południowa nie jest lepsza niż Czechy czy Słowacja. Chodzi o nastawienie i otwartość, nie o odległość.

Może warto zmienić też proporcje: nie nastawiać się na szybką podróż i zaliczanie atrakcji na miejscu. Na mnie duży wpływ miały właśnie te rzeczy, których doświadczyłem w trakcie podróży. Najważniejsze są nie odległość i cel, ale proces, droga.


Tomasz Rożek – doktor fizyki, dziennikarz, prezes Fundacji Nauka. To Lubię. Od ponad 10 lat popularyzuje wiedzę w sieci, radiu, telewizji oraz na licznych wykładach. Dzięki jego umiejętności opowiadania o naukowych faktach w prosty sposób, z pozoru skomplikowany świat wiedzy przestaje być tak odległy i niezrozumiały dla każdego słuchacza, niezależnie od wieku. Jest autorem książek dla dzieci i młodzieży, które oswajają z tematyką naukową. Swoją wiedzą dzieli się na kanale YT Nauka. To Lubię. W wolnych chwilach żegluje.

Tomasz Rożek Archiwum prywatne

Hanna Sieja-Skrzypulec

Literaturoznawczyni, copywriterka i instruktorka pisania. Autorka „Twórczego pisania na gruncie polskim”, scenariuszy filmowych oraz artykułów poświęconych kreatywności. Kocha mikropodróże, szwendanie się po miastach oraz wędrówki przez pola i lasy. Lepiej nie pytać jej o drogę.



FAQ

Instagram

Szukasz konkretnego miejsca?