vanuatu

Na Vanuatu ziemię bierze się w dzierżawę na 75 lat, jedzenie rośnie w przydomowych ogrodach, a wielkie rodzinne ceremonie potrafią zgromadzić setki osób. Wieczorami ludzie spotykają się przy ognisku i piją kavę – tradycyjny napój z korzenia pieprzu metystynowego. Polak, który zamieszkał na jednej z wysp archipelagu, opowiada o życiu na Pacyfiku.

Mamy między sobą aż 10 godzin różnicy. Gdzie teraz jesteś?

Jestem teraz w Australii. Byłem chwilę temu na Vanuatu, ale szedł cyklon. Miało padać przez tydzień, więc przyjechałem do siebie do Sydney. Mamy dokładnie ten sam czas.

Często tak podróżujesz?

Od grudnia do kwietnia przez Vanuatu przechodzą cyklony. Panuje wtedy okropny upał, dochodzący nierzadko do 50 stopni, oraz duszna, obrzydliwa wilgotność. Najlepszy i najprzyjemniejszy sezon turystyczny to zatem okres od kwietnia do końcówki listopada. Miejsce na Vanuatu traktuję jak swoją działkę. Zredukowałem ilość pracy. Mamy z żoną biznes, który kręci się w miarę samodzielnie, i kiedy mogę, tu bywam.

vanuatu marcin kahlo
[c] Marcin Kahlo

Vanuatu to cały archipelag.

Tak, to 83 wyspy. Myślę, że około 90% z nich jest zamieszkałych. Ja mieszkam na najbardziej zaludnionej i trzeciej co do wielkości wyspie Efate, na której leży też stolica Vanuatu – Port Vila. Przemieszczanie się między mniejszymi wyspami odbywa się za pomocą łódek. To kraj, w którym nie ma przemysłu, fabryk, korporacji czy chociażby sieci takich jak McDonald’s. Gospodarka to tylko rolnictwo i turystyka. Co do tej drugiej — duże znaczenie mają potężne statki wycieczkowe z Australii. Przypływają dwa lub trzy razy w tygodniu i potrafią wysadzić na ląd nawet 20 tysięcy turystów na jeden dzień.


💡 Gdzie leży Vanuatu?

Vanuatu to niewielkie państwo wyspiarskie położone na południowym Pacyfiku, około 1 750 km na wschód od Australii, między Wyspami Salomona a Fidżi, w archipelagu Nowych Hebrydów. Składa się z ponad 80 wysp o wulkanicznym pochodzeniu, z których wiele zachwyca tropikalną przyrodą, rafami koralowymi i aktywnymi wulkanami.

Mapa Oceanii z zaznaczoną lokalizacją Vanuatu na Oceanie Spokojnym – widok z bliska z czerwoną szpilką wskazującą wyspy
Vanuatu zaznaczone na mapie Oceanii [c] Shutterstock

Kraj zamieszkuje około 300 tysięcy osób, a jego społeczeństwo jest niezwykle zróżnicowane kulturowo – funkcjonuje tu ponad 100 języków lokalnych, obok oficjalnych: bislama, angielskiego i francuskiego. Vanuatu uzyskało niepodległość w 1980 roku i dziś jest republiką parlamentarną. Gospodarka opiera się głównie na rolnictwie, turystyce i rybołówstwie, a życie mieszkańców w dużej mierze wciąż toczy się w rytmie tradycyjnych zwyczajów i bliskiego związku z naturą.


A ty, jak tam trafiłeś?

Brakowało mi czegoś. Zakochałem się w Vanuatu od pierwszego tygodnia, doznałem tam pewnego olśnienia i stwierdziłem, że właśnie tak chcę żyć.

Ale przecież nie wysłali cię tam w delegację!

To było tak. Zimą zawsze jeździliśmy na narty,  tu w Australii – bo mamy przecież góry i śnieg, na przykład na Górze Kościuszki. A latem wybieraliśmy się na okoliczne wyspy. Kiedyś w katalogu zobaczyłem zdjęcie: piękny dom z hamakiem, plaża. Okazało się, że obiekt jest wolny, więc na święta pojechaliśmy tam z żoną, dzieciakami i moją mamą, która uciekała wtedy przed zimą z Holandii.

W tamtym czasie strasznie dużo pracowałem, zajmowałem się obsługą techniczną dwunastu prywatnych szpitali, co oznaczało masę napraw i wymogów regulacyjnych. O godzinie 16:00 miałem tyle nieodebranych telefonów, że te z 7:00 rano znikały mi już z ekranu.

Na Vanuatu okazało się, że mój internet i telefon nie działają. Przez 10 dni byłem całkowicie odcięty od świata. Siedząc przy ognisku z lokalnym strażnikiem, który przynosił nam drewno, dotarło do mnie, że ci ludzie, choć z naszej perspektywy żyją w biedzie, chodzą boso i mieszkają w domach z blachy lub słomy, są sto razy bardziej szczęśliwi ode mnie.

To wtedy podjąłeś decyzję, żeby mieć coś swojego na miejscu?

Pół roku później wróciliśmy do tego samego miejsca, tym razem tylko z żoną i synem. Tuż przed powrotem z ciekawości weszliśmy do agencji nieruchomości. Agent zawiózł nas do posiadłości, która wymagała remontu. Kiedy stanęliśmy przy dużym basenie, spojrzeliśmy z żoną na siebie i od razu oboje poczuliśmy, że to jest dokładnie to. Bywaliśmy wcześniej w różnych miejscach na świecie, kupowałem też już nieruchomości, ale tam dopadła mnie ta myśl: „Jak tu jest pięknie”. 

vanuatu marcin kahlo
[c] Marcin Kahlo

Co trzeba zrobić, żeby kupić działkę na Vanuatu? Starać się o obywatelstwo?

Nie ma takiej potrzeby. Jeżdżę tam na wizie turystycznej. Posiadam zresztą dwa paszporty: australijski i polski. Wiza pozwala na pobyt do 120 dni. Ziemi się tam jednak nie kupuje w naszym rozumieniu, tylko bierze się w dzierżawę początkowo na 75 lat, którą można przedłużać. Ostatnio wprowadzono nawet opcję dzierżawy na 99 lat.

vanuatu marcin kahlo
[c] Marcin Kahlo

Dawno wyemigrowałeś z Polski?

Wyjechałem w 2003 roku, od razu do Australii. Wcześniej mieszkałem też dość długo z mamą w Holandii. Moją pierwszą żonę poznałem w Polsce, ale jej rodzina była już w Australii, więc wyjechaliśmy tam razem.

Zdecydowanie czuję się obywatelem świata. Jestem rocznik ’75 i jeszcze za komuny trenowałem pływanie w Warcie Poznań, gdzie chodziłem do szkoły mistrzostwa sportowego. Wyjeżdżałem na zawody sportowe, mając paszport służbowy, którego nie mogłem nawet dotknąć. Już wtedy czułem, że nie będę mieszkał na stałe w Polsce.

Jak wygląda twój zwykły dzień na Vanuatu?

Nasz czas upływa głównie na podziwianiu oceanu i nieba. To życie jest zupełnie inne. Miejscowi z zewnątrz wyglądają na biednych, a nagle okazuje się, że ktoś ma na przykład 60 hektarów niezwykle cennego drewna sandałowego. Tam każdy po urodzeniu dostaje od rodziny określoną część ziemi, która przechodzi z pokolenia na pokolenie.

vanualtu marcin kahlo
[c] Marcin Kahlo

A mając własną ziemię, człowiek nie musi chodzić do pracy, bo może wyhodować wszystko w ogrodzie. Mam drugi dom obok mojego, w którym mieszka lokalna rodzina, Iwana i Anatol, na co dzień dbający o moją posesję. Zamiast dążyć do podniesienia standardu życia, Anatol woli zanurkować, złowić 10 ryb, połowę zostawić w domu, a resztę wymienić chociażby na mięso ze świni z kimś innym. Ludzie tutaj naturalnie dzielą się wszystkim, co mają.

Jak się żyje na wulkanicznej wyspie?

Pochodzenie wulkaniczne sprawia, że nasza tutejsza ziemia to fenomenalny, niesamowicie żyzny czarnoziem. Można kopnąć łopatą w plażę i już 6 metrów niżej płynie krystaliczna woda pitna, z której same korzystają moje psy. Wiążą się z tym jednak silne trzęsienia ziemi. 

Doświadczyłeś kiedyś takiego?

Tak! To tutaj przeżyłem potężne wstrząsy o magnitudzie 7,4 w grudniu zeszłego roku. Ziemia dosłownie pękła, skończyłem ze złamanym żebrem i wieloma dniami bez prądu, a ostatecznie ewakuowano mnie przed samymi świętami do Australii na pokładzie wielkiego, wojskowego samolotu służącego zazwyczaj do transportu czołgów.

Życie na wyspie jest drogie?

Jeśli chcesz wejść do sklepu i kupować importowane produkty tak jak w Europie, zapłacisz dużo. To podobna sytuacja jak na Malediwach. Jednak na Vanuatu można żyć niezwykle tanio – wystarczy zainwestować we własną działkę, założyć ogród i łowić ryby z oceanu.

No właśnie, a co z tą własną działką?

Pustą działkę możesz kupić od około 50 tysięcy dolarów australijskich, co daje jakieś 100 tysięcy złotych. Łatwiej kupić tam działkę niż teraz mieszkanie w Polsce. Trzeba jedynie niezwykle uważać na tytuły własności i całą transakcję przeprowadzać przez zaufanego agenta oraz prawnika, bo przez zawiłe powiązania rodzinne może się okazać, że właścicielem gruntu jest tak naprawdę ktoś inny. Ja swoją posesję wykupiłem bezpiecznie od lokalnego banku.

Czułeś się przyjęty, kiedy tam się wprowadziłeś?

Tak. To szalenie mili i otwarci ludzie, a przestępczość jest niemal zerowa. Ich codzienne życie i kultura są dla mnie fascynujące. 

Opowiesz o tym coś więcej? 

Z jednej strony w niedzielę chodzą do postkolonialnych, głównie anglikańskich kościółków, ale z drugiej lokalne wierzenia są u nich wciąż niezwykle żywe. Na przykład moja lokalna gospodyni Iwana, która pochodzi z wyspy Tanna, gdzie dymi czynny wulkan, mocno kultywuje te rdzenne tradycje. 

Życie na Vanuatu Marcin Kahlo
[c] Marcin Kahlo

Byłem w swoim domu świadkiem ogromnej uroczystości z okazji obrzezania nastoletniego syna Anatola. Na imprezę zjechało aż 300 osób z całej rodziny, a z tej okazji zabito całą krowę i świnię. Miejscowi wręczali sobie nawzajem bardzo proste prezenty, jak kubek czy talerz, ale to, co robiło największe wrażenie, to ich niesamowicie kolorowe stroje. Dziewczyny własnoręcznie plotą przepiękne sukienki, torebki, a nawet tradycyjne maty na podłogę z liści lokalnej palmy natangura, nie używając do tego ani grama nici.

A jak wygląda twój kontakt z naturą na wyspie? Obawiasz się jadowitych stworzeń albo na przykład rekinów?

Po wyspie chodzę zazwyczaj boso. Nie mamy tam niebezpiecznych pająków ani groźnych zwierząt, jedynie w buszu można spotkać węże. Rekiny oczywiście bywają w oceanie, ale tutejsze ataki to rzadkość, w przeciwieństwie do tego, z czym borykamy się obecnie w Australii. Mam przed domem fantastyczną rafę, na której bezpiecznie nurkujemy z kuszami, często nawet w nocy przy świetle latarek.

Ostrzegam jednak zawsze turystów, żeby pamiętali o ubezpieczeniu medycznym. Tutejszy szpital jest na takim poziomie, że lepiej tam nie trafiać, a w razie poważniejszych kłopotów pacjenci są błyskawicznie ewakuowani karetką do samolotu lecącego do Australii.

Ale pewnie nie zawsze jest możliwość, by do Australii polecieć?

Miejscowi bardzo wierzą w swoją medycynę naturalną. Kiedyś chory wujek Anatola poszedł po prostu na trzy dni do buszu porozmawiać z drzewem i twierdził, że mu przeszło. Słuchaj, oni mają na przykład też ten swój lokalny napój. Nazywa się to kava.

Mówisz o korzeniu pieprzowca?

Dokładniej o naparze z korzenia pieprzu metystynowego, którego proces powstawania wymaga mycia, tarcia i mieszania z wodą. Wytwarza się brunatny płyn przypominający w smaku błoto, ale po wypiciu działa niczym środek znieczulający, mocno mrożąc usta i język. Miejscowi piją to masowo jako lokalny odpowiednik alkoholu, choć nim nie jest. Wprowadza za to w bardzo miły i spokojny nastrój, fantastycznie chilluje bez usypiania, idealnie nadając się do wieczornych rozmów przy ognisku i nie wywołując żadnego kaca.

A nie brakuje ci polskiego jedzenia? 

Nie ma z tym problemu! W lokalnych sklepach kupisz bez problemu bardzo szanowane, doskonałe polskie ogórki kiszone czy kwaszoną kapustę znanej polskiej marki. Kiedyś nakupowałem tych słoików i nagotowałem mnóstwo bigosu, którym poczęstowałem Anatola i jego rodzinę.

Smakowało im tak bardzo, że w zaledwie jeden dzień potrafili zjeść zawartość wielkiego garnka! Na co dzień spożywają jednak znacznie prostsze posiłki oparte na ryżu, złowionych rybach, lokalnych ziemniakach oraz specjalnych bulwach zwanych taro.

Czy na tym krańcu Pacyfiku spotykasz innych Polaków?

Oczywiście. Mieszka tu na stałe Lucyna, Polka prowadząca wielkie biuro księgowe, obsługujące ponad 3,5 tysiąca lokalnych firm. Mój kanał na YouTube powstał przez przypadek, kiedy dwa lata temu odwiedził mnie słynny polski podróżnik Piotr Polo Przywarski. Przez te amatorskie filmy już cztery osoby w ciemno kupiły nieruchomości na Vanuatu.

vanuatu marcin kahlo
[c] Marcin Kahlo

Miałem też sytuację na jednym z moich live’ów, gdy odezwał się chłopak przebywający niedaleko. Okazało się, że podobnie jak ja pochodzi z Poznania i pracując dla wielkiej firmy browarniczej, instaluje tu z innymi rodakami jedyny browar na całym Pacyfiku! Całkiem niedawno przyjechała zresztą polska para prosto z Warszawy, lecąc morderczą trasą przez Bangkok i Sydney, tylko po to, by przyjrzeć się działkom, którymi byli zainteresowani po moich filmach. Świat stał się potężną, globalną wioską.

Perspektywa takiej ucieczki na odległą wyspę wydaje się czymś bardzo pociągającym.

Zgadzam się, ale głośno i wyraźnie podkreślam, że to nie jest miejsce dla każdego. Jeśli preferujesz wielkie centra handlowe, baseny, rozbudowane kurorty i zorganizowane wycieczki z przewodnikiem, to po prostu zamęczysz się tam z nudów.

To możliwe?

Przyjechał kiedyś do mnie znajomy, żeby uciec od problemów. Po tygodniu wręcz nosiło go z braku komercyjnych atrakcji, bo on nie potrafił tak spokojnie żyć. Na Vanuatu jesteś sam na sam z przyrodą. Z powodu całkowitego braku zanieczyszczeń świetlnych nocne niebo wygląda tam obłędnie, a Droga Mleczna wydaje się świecić na czysto biało. 

Ja wciąż dzielę to życie, ponieważ moja żona Japonka nadal aktywnie prowadzi naszą firmę w Sydney, ustalając tam na bieżąco wszystkie sprawy pracownicze. Kiedy jednak spędzę zaledwie kilka tygodni w wielkim mieście, żona od razu zauważa, że zaczynam się robić niespokojny i sama proponuje: „Dobra, ty już sobie tam jedź”.


vanuatu marcin kahlo

Marcin Kahlo – przedsiębiorca i twórca internetowy związany z Australią i wyspami Pacyfiku. Prowadzi firmę specjalizującą się w obsłudze  technicznej prywatnych szpitali w Sydney oraz spędza część roku na wyspie Efate w Vanuatu. Na swoim kanale YouTube „Marcin Vanuatu” pokazuje codzienne życie na Pacyfiku, naturę, lokalną kulturę i podróże między Australią a Vanuatu. Interesuje się oceanem, przyrodą oraz spokojnym stylem życia blisko natury. Prywatnie miłośnik psów i właściciel cocker spaniela o imieniu Baron. 


Przeczytaj również:

Hanna Sieja-Skrzypulec

Literaturoznawczyni, copywriterka i instruktorka pisania. Autorka „Twórczego pisania na gruncie polskim”, scenariuszy filmowych oraz artykułów poświęconych kreatywności. Kocha mikropodróże, szwendanie się po miastach oraz wędrówki przez pola i lasy. Lepiej nie pytać jej o drogę.

Instagram

Szukasz konkretnego miejsca?