Lepiej dobrze podróżować, niż dotrzeć do celu – tak twierdził Budda. Zapewne nie zakochałby się w idei listy rzeczy, które "trzeba zrobić przed śmiercią". Już samo słowo "trzeba" w kontekście podróży najlepiej po prostu wykreślić.

Dotyczą wszystkiego – od miejsc, które trzeba zobaczyć, przez szalone przygody aż po małe marzenia. Wraz z początkiem sezonu wakacyjnego na tapet wraca temat podróżniczych bucket list.  Czy warto je robić?

Otwarty notes z początkiem bucket list
© shutterstock

W pogoni za celem. Jakie wady ma tworzenie podróżniczych bucket list?

Nawet w planowaniu i marzeniach można się zagalopować. Tworzenie bucket list może sprawić, że przestanie nam zależeć na podróżowaniu samym w sobie, a postawimy na odhaczanie kolejnych miejsc. Np. wymyślimy sobie listę 100 miast do zobaczenia przed śmiercią i będziemy się skupiać tylko na tych cyferkach. I zamiast spokojnie odwiedzać również i mniejsze miejscowości, parki natury czy plaże, będziemy pędzić za wynikiem.

Planowanie często zabija w nas spontaniczność. Sprawia, że przestaje nas cieszyć sam fakt odpoczynku, bycia i przeżywania. Zamiast na spokojnie zwiedzać kraj, który zawsze chcieliśmy odwiedzić, to odhaczamy z listy marzeń kolejne zabytki, kawiarnie czy punkty widokowe.

Mapa Ameryki Północnej z pinezkami
© shutterstock

No i co jeśli nie uda nam się zrealizować wszystkich punktów z listy marzeń? Albo coś jest poza naszym finansowym zasięgiem? To z pewnością nas zdołuje. Czasem nasza sytuacja rodzinna czy zawodowa się skomplikuje i listę marzeń będzie trzeba odłożyć na później. To może rodzić w nas wyrzuty sumienia, że ponieśliśmy porażkę i do niczego się nie nadajemy.

Niespełniona lista „hot miejsc” może też spowodować, że odechce nam się kolejnych wyjazdów, bo będą mniej spektakularne od tych wymarzonych. A tymczasem podczas spontanicznego wypadu na Mazury czy do wycieczki z przyjaciółmi do Czarnogóry możemy się bawić lepiej niż na Malediwach czy nad Wielkim Kanionem.

Roześmiana para na górskiej wycieczce
© shutterstock

Jak planować, by nie zwariować? Tworzenie bucket list w duchu mindfulness

Przede wszystkim zrezygnuj z gotowych bucket list, które możesz znaleźć w sieci. Zrób coś swojego. Znajdź miejsca dopasowane do Twoich preferencji. Skoro nie lubisz chodzić po górach, jaki jest sens wrzucać na listę marzeń zdobycie Korony Gór Polskich? Jeśli wiesz, że budżet teraz powala Ci tylko na podróżowanie po Europie, znajdź tam swoje perełki i wpisz je na listę. Zostaw na liście miejsca na zdjęcia czy zapisywanie najlepszych momentów.

Podróżuj w zgodzie ze sobą!

Staraj się wybierać doświadczenia, które pozwolą Ci się zatrzymać – zaplanuj zobaczenie zachodu słońca, słuchanie śpiewu ptaków o świcie, kawę z przyjaciółmi z widokiem na panoramę miasta. Odhaczanie marzeń z listy nie musi wcale polegać na bieganiu między kolejnymi zabytkami, plażami czy szczytami. To przede wszystkim przeżywanie i zapamiętywanie. O to przecież w tym wszystkim chodzi. Nie żeby zapisać cały kalendarz, zanim się w niego kopnie. Tylko, o to, by na koniec swojego życia mieć co wspominać z łezką w oku.

Uśmiechnięta turystka z aparatem
© shutterstock

Karolina Cesarz

Znana podróżniczka, która postanowiła zostać anonimowa. Wielbicielka reportaży Kapuścińskiego. Przemierzyła już pięć kontynentów, ale zawsze wraca do ulubionego Tatrzańskiego Parku Narodowego. Gdy nie planuje kolejnej wyprawy, można ją znaleźć z kawą w ręku, zgłębiającą tajniki lokalnych legend. Plotka głosi, że potrafi przegadać każdego przewodnika.



FAQ

Instagram

Szukasz konkretnego miejsca?