Catemaco - meksykańska stolica czarów

W Catemaco objawiła się Matka Boska, ale wszyscy żyją tu magią. Dobrzy szamani leczą ludzkie dusze, źli rzucają uroki na zlecenie mafiosów. W marcu pada deszcz sił kosmicznych. Wiedźmini odprawiają wtedy czarną mszę, a ich czary mają większą moc.  

Na drzwiach wejściowych do gabinetu Guicho wiszą skóry kojota. – To z czasów, kiedy uprawiałem czarną magię – mówi rzutki starszy pan. Na blacie pod ścianą piętrzą się repliki rzeźb Indian Olmeków, pióra, czaszki zwierząt. W pokoju obok na krzyżu wisi Chrystus. 

– Od dwudziestu lat zajmuję się tylko białą magią. Nie rzucam uroków, nie krzywdzę ludzi, tylko ich leczę – zaznacza. Jego pełne imię brzmi Luis Tomas Marthen Torres. Z siwą brodą i kapeluszem bardziej przypomina kowboja z Teksasu. Z szyi zwisają mu białe słuchawki od najnowszego Ipoda.

Kolega po fachu Antonio Absanol na podwórzu wyrysował sześcioramienną gwiazdę. W rogu czarny kurczak z zawiązanymi łapkami czeka, aż klient przyjdzie na uzdrawiający rytuał. Jest drogi – kosztuje 300 dolarów. O 200 więcej zapłacimy za rytuał w gwieździe rozrysowanej nad brzegiem morza. 

– Jest jak tatuaż. Zapewnia ochronę na całe życie. Wykonuję go często dla biznesmenów, polityków i szefów narkobiznesu. Mają niebezpieczne życie, wokół nich pełno zazdrości – tłumaczy.

Obaj są dobrymi magami. Na tym rynku jest spora konkurencja. Bardziej intratne zlecenia dostają czarni wiedźmini, ale niełatwo ich znaleźć. Nam jednak udaje się dotrzeć do jednego z nich. 

Szaman opowiada o białej magii
Guicho opowiada nam o białej magii © Sylwester Oziemba

Od Matki Boskiej do szamana

Catemaco to mała wioska nad uroczym jeziorem w stanie Veracruz. Stolica magii – mówią w Meksyku. W kraju, w którym wierzenia prekolumbijskie mieszają się z wiarą chrześcijańską szamani są niezwykle popularni. Wiedźmini występują w mediach, służą pomocą politykom, doradzają gwiazdom showbiznesu, leczą przeciętnych mieszkańców z dolegliwości psychicznych i fizycznych.

Meksykanie pielgrzymują tu z całego kraju. Najliczniej w czasie Świąt Bożego Narodzenia, na Wielkanoc i w lipcu, na święto Virgen del Carmen, Matki Boskiej, która objawiła się w tutejszej grocie. Pielgrzymi składają jej hołd, a potem idą do szamana.

– Nie widzę sprzeczności między wiarą katolicką a praktykowaniem białej magii. Oczyszczonko raz na czas dobrze robi. Wzmacnia – przekonuje Victor, mieszkaniec Catemaco, który oprowadza turystów. – Kiedy dzieci marudzą i płaczą, najlepiej pójść do szamana. Być może ktoś na nie spojrzał złym okiem, rzucił urok. Mój nowonarodzony synek dwa lata temu uspokoił się jak ręką odjął – opowiada. 

Wiedźmin oczyszcza ze złej energii, stresów i napięć, leczy kości, w razie potrzeby – dokonuje egzorcyzmów. – Miesiąc temu był u mnie opętany chłopak z Sontecomapan. Jak mu pomogłem? Poprosiłem głowę Olmeków, by mi podpowiedziała, jak go wyleczyć. Potem wyrecytowałem formułę: „W imieniu Jezusa mówię ci, niech opuści cię ten, który cię skrzywdził” – mówi Guicho. 

Wieczór w Catemaco
Wieczór w Catemaco © iStock

300 peso, by oczyścić duszę

W Catemaco mieszka kilkudziesięciu, a może nawet setka szamanów, znachorów i wiedźminów. W najbliższym sąsiedztwie Guicho mieszka jeszcze Pedro, Czarny Wilk, Rodolfo (wyjechał w interesach) i Villegas. W tygodniu nie sposób go spotkać w mieście, bo pracuje w budce na bramkach na autostradzie. 

– Wszyscy mamy podobne moce, ważne jest to, czy przeznaczamy je dla czynienia ludziom dobra, czy zła – tłumaczy Guicho. Mówi, że ludzie wariują, bo nierozważnie otwierają drzwi do nieznanego im wymiaru. Na przykład grając w ouija – tablicę z cyframi i literami alfabetu, która służy do wywoływania duchów.

Większość szamanów z Catemaco używa białej magii. – Ale jeśli ktoś rzuci na kogoś urok, można go zdjąć tylko przy pomocy czarnej magii – zaznacza Antonio Absanol. Siedzimy na podwórku jego domu przed szamańską chatą. Wszędzie dla ochrony wiszą pęki pomalowanych na biało liści agawy i muszle ślimaków wodnych z tutejszego jeziora. U wiedźmina – poza rytuałem z czarnym kurczakiem w roli głównej – można zamówić oczyszczenie (300 pesos, czyli ok. 20 dolarów) przy pomocy jajka i ziół, a także uzdrowienie i czuwanie za chorego. W wyrysowanym na ziemi okręgu stawia się trzy świece – białą, czarną i czerwoną – oraz zdjęcie. – W ten sposób wyleczyłem kobietę, która w szpitalu umierała na raka jajników – chwali się Antonio.

Bazylika w Catemaco
Bazylika w Catemaco © iStock

Amulety dla gangsterów 

Catemaco nie jest duże, a mieszkańcy pomocni, ale odnalezienie złego wiedźmina zajmuje nam dwa dni. Ludzie niechętnie wskazują drogę, biali szamani unikają tematu. Celestino Carmona Díaz przyjmuje w chatce ukrytej za domem. Właśnie wrócił z pracy, jest weterynarzem. W czerwonawym wnętrzu palą się świece, w powietrzu rozchodzi się zapach kadzidła. Patrzą na nas niezliczone wizerunki śmierci.

– Przychodzą do mnie ludzie i proszą, by kogoś zlikwidować, na przykład rywala w pracy. Zawsze najpierw proponuję, by po prostu usunąć go z drogi. Mogę też jednak sprawić, że ktoś zachoruje. Choroba z uroku daje symptomy, ale lekarze nie potrafią jej zdiagnozować. To droga sprawa, kosztuje od 5 do 15 tysięcy pesos – mówi. 

Po czarne czary przychodzą przestępcy, złodzieje, handlarze narkotykami. Proszą też o ochronę – za kilkaset peso zapewni im ją amulet z guzkiem czaski kojota. – Trudno go zabić. Znane są przypadki, gdy wystrzelona z bliska kula nie trafiała w zwierzę – tłumaczy. 

Guicho przestał się parać czarną magią po 10 latach. – Naszą krwią podpisujemy z diabłem pakt na określony czas. Jeśli później wciąż wykorzystujemy moce, które nam przekazał, zabiera naszą duszę. Musiałem skończyć z czarną magią. Poczułem, że nie chcę już krzywdzić, chcę pomagać – mówi. 

Szaman uprawiający białą magię w Catemaco
Biała magia w Catemaco © Sylwester Oziemba

Marcowa czarna msza 

Jeszcze rzadziej w Catemaco można trafić do szamanki. Siostra Irma na klientów czeka w chatce nad jeziorem, w której nie mieszka. – Kiedy miałam 22 lata uległam wypadkowi, byłam w śpiączce przez kilka dni. Później nękały mnie sny, silne bóle głowy. Odbyłam podróż na drugą stronę, byłam blisko światła. Zaczęłam mieć wizje i pracować jako szamanka. 

Victor, nasz spontaniczny przewodnik, zaznacza, że oczyszczenie najlepiej zafundować sobie w marcu. Wtedy do Catemaco ściągają prawdziwe tłumy – szamanów i wiernych. W nocy z czwartku na pierwszy piątek miesiąca wspólnie odprawiają czarną mszę. Ten dzień, według tradycji Olmeków, od których wywodzą się wszyscy tutejsi czarownicy, ma wyjątkowe znaczenie. 

– Wtedy pada deszcz sił kosmicznych – tłumaczy Guicho. – Otwierają się drzwi do świata czarów. Można oczyścić się ze złej energii i nabrać nowej do odprawiania rytuałów, zarówno tych dobrych, jak tych złych – dopowiadają pozostali. 

Catemaco w latach 70. rozsławił na cały świat wiedźmin Gonzalo Aguirre, który zorganizował tu pierwszą konferencję szamanów. Czarownik zasłynął też z tego, że na tutejszej górze Cerro Mono Blanco sprzedał swoją duszę diabłu i uzyskał wielką moc.  

Uczestnicy ceremonii zbierają się północy. Szamani przy pomocy ziół – bazylii, ruty, rozmarynu, kadzideł, ognia, wody, dźwięków z rogów i muszli oraz bębnów odprawiają rytuał oczyszczenia. Po środku okręgu malują sześcioramienną gwiazdę, w jej wnętrzu kolejną zrobioną z materiału i drewien, którą w trakcie mszy podpalają, podobnie jak trzymane w dłoniach pochodnie. Rytuał wymaga również zabicia czarnej kury. To najlepszy moment na uzdrowienia i oczyszczenia oraz zabijanie kojotów na amulety. – W inne dni nie mają na czole magicznego guzka – tłumaczy Antonio. Oczywiście uroki rzucone w marcu również mają większą moc.

Ziemianka szamana z Catemaco
Miejsce obrzędów w Catemaco © Sylwester Oziemba

Przychodzi piłkarz, aktor i prezydent 

Irma, Guicho, Anotnio i Celestino odziedziczyli zdolności po przodkach. Babcia Juana, właściciela motorówki i małego przedsiębiorstwa turystycznego, też była wiedźmą. – Przekazała mi moce. Boję się jednak, że kogoś skrzywdzę, więc ich nie używam. Jestem synem Boga – mówi i pokazuje palcem w stronę nieba. 

Antonio pokazuje palem w stronę ziemi. – By móc czarować, trzeba wyśnić pozwolenie z samego dołu.

Zdaniem Celestino adept magii jest gotów do odprawiania rytuałów, gdy z rozbitego w wodzie jajka, ważnego elementu rytuału oczyszczenia, umie wyczytać, co dolega klientowi.

Guicho po babci znachorce odziedziczył nie tylko dar, ale również najważniejsze amulety  – zawieszone na szyi chronią go przed złem, które wypędza z klientów. Czarować zaczął, gdy miał 17 lat, fachu nauczył go legendarny wiedźmin Gonzalo Aguirre. – Lubił ostre żarty. Podawał komuś rękę i do łokcia zamieniał ją w szkielet. Albo sprawiał, że z człowieka spadało całe ubranie – śmieje się Guicho.

Chata nad jeziorem Catemaco
Chata nad jeziorem Catemaco © Sylwester Oziemba

– Kiedyś całe jezioro porastał gęsty las, w oparach mgieł mieszkał diabeł, dlatego moje babki i prababki odprawiały czary, by go wypędzić. Do mnie przyjeżdżają klienci z całego świata – USA, Japonii, Niemiec. Często oczyszczam polityków, mają w życiu dużo stresów. W sezonie letnim przychodzi 50-60 osób dziennie – mówi Siostra Irma.

Guicha o amulet i radę przez telefon prosił przed wyborami asystent obecnego prezydenta Meksyku Enrique Peña Nieto. Antonio zapewnił powodzenie dwóm gubernatorom stanu Veracruz – z dumą pokazuje ich zdjęcia. Politycy często proszą o wygraną w wyborach, aktorzy – o dobrą rolę, a piłkarze – o wyleczenie kontuzji. Podczas marcowych ceremonii w 2010 roku Grupa Siedmiu Wybranych Olmeków – siedmiu najlepszych czarowników z Catemaco – odprawiła rytuały, które miały zapewnić reprezentacji Meksyku powodzenie w mundialu w RPA. 

Turysto, strzeż się!

– Tylko nie mówcie don Celestino, że byliście już u innych wiedźminów. Są bardzo zawistni. Mówią, że jeśli byłeś już u innego, to niepotrzebna ci już ich pomoc. Nawet jeśli zgodzą się na rytuał, odprawią go po macoszemu – tłumaczy Victor.

– Szamani znad jeziora to inna bajka. Są podstawieni dla turystów zagranicznych. Jeśli jednego dnia ktoś nie może, to przychodzi inny. Równie dobrze ja mogłabym odprawiać rytuały. A przecież źle odprawione czary szkodzą – oburza się María Luisa, żona wiedźmina Antonio. Jak wszystkie partnerki czarowników, dopilnowuje, by do zdjęcia ubrał białą koszulę. – Catemaco zaczyna mieć złą sławę ze względu na oszustów. Ktoś szuka konkretnego szamana, a ludzie zaprowadzają go do figuranta – wtóruje jej syn, Rafael, który uczy się na czarownika.

Olmecka głowa
Olmecka rzeźba głowy © iStock

– Przyjeżdżają pseudoszamani z różnych stron i wykorzystują fakt, że Catemaco słynie z magii, by oszukiwać przyjezdnych – zgadza się Guicho.

Podobno w Catemaco zostało tylko trzech, najwyżej czterech prawdziwych czarowników. Tak twierdzi każdy, z którym się spotkaliśmy. 


FAQ

Instagram

Szukasz konkretnego miejsca?