W jakich krajach do tej pory występowałeś?
Moja anglojęzyczna przygoda z komedią jest bardzo krótka. Zacząłem w lipcu 2025 roku, więc nie minął jeszcze nawet rok. Natomiast po polsku gram od 2013 roku i miałem okazję robić to wielokrotnie dla Polonii w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Holandii, Norwegii, a także w Niemczech i w Brukseli. Odkąd zacząłem grać po angielsku, byłem głównie w Stanach Zjednoczonych, ale robiłem też tak zwane open mici w Londynie, Berlinie, Amsterdamie i zagrałem parę występów w Bangkoku, będąc tam po prostu na wakacjach.
Jak się żartuje w obcym języku?
W USA było mi najłatwiej, ponieważ kultura amerykańska jest globalna i powszechnie znana w Europie, więc łatwo było mi napisać kwadrans zrozumiałego, dopasowanego materiału. Gorzej było w Tajlandii, gdzie publiczność była wielką mieszanką turystów z całego świata. Dla kogoś z Portugalii żart oparty na amerykańskim kontekście mógł być zupełnie niezrozumiały. To zawsze ogromne wyzwanie, żeby stworzyć uniwersalny zestaw żartów na scenę.

Czy zdążyłeś już sobie zmapować, z czego różne narody się śmieją, a co bywa absolutnym tematem tabu?
Wcześniej zawsze myślałem, że wszędzie po prostu trafiają się różni ludzie i nie przypisywałem tego do żadnej narodowości. Podróżując z materiałem, widzę jednak pewne tendencje. Komicy z Nowego Jorku i Los Angeles skarżyli mi się, że materiał świetnie odbierany w Teksasie tam może zupełnie nie przejść.
Ludzie w Nowym Jorku potrafią się nie roześmiać, jeśli światopoglądowo nie zgadzają się z opinią zawartą w dowcipie. Jest to dość absurdalne, bo na scenie dużo rzeczy mocno podkręcamy i nie są to nasze prawdziwe przemyślenia przełożone w skali jeden do jednego. Stand-up to przecież nie jest wykład na TED Talk.
Dodatkowo mamy państwa, w których obowiązuje cenzura. W Tajlandii i Dubaju nie wolno mówić o rodzinie królewskiej, a w Zjednoczonych Emiratach Arabskich surowo zakazane jest uderzanie w religię islamską. Klub komediowy mógłby zostać zamknięty, co z perspektywy europejskiej i naszej wolności słowa jest czymś mocno abstrakcyjnym.
Natomiast innym tematem są występy w ojczystym języku. Widzę ogromną różnicę między polską publicznością w kraju a widzami za granicą. Polonia mieszkająca w USA od trzydziestu lat często ma problem ze zrozumieniem dowcipów odnoszących się do dzisiejszej Polski, na przykład żartów o Żabce czy alertach RCB.
Podróże wpływają na ciebie jako na twórcę?
Oczywiście. Podróżowanie to jedno z najpiękniejszych doświadczeń i zawsze warto wydawać pieniądze właśnie na wspomnienia, których nikt nam nie zabierze, rezygnując na przykład z dóbr materialnych. To nam bardzo poszerza horyzonty. Pozwala nam to wyjść ze szczelnie domkniętej europejskiej bańki i spojrzeć na dorobek odmiennych kultur ze świeżej perspektywy.
![Majorka [c] Tomek Kołecki](https://traveltalks.esky.pl/wp-content/uploads/Panterkowy-chlopak-odwiedzil-Majorke-🐆🌴🌞danutastenka.jpg)
Kontrast ten najlepiej zauważyłem w społeczeństwie amerykańskim, w którym wielu obywateli na skutek rządowej propagandy wierzy we własną supremację i po prostu nigdy nie opuściło Stanów. Podczas mojego występu w Teksasie jeden z zaprzyjaźnionych artystów z dumą przyznał, że nigdy nie był poza granicami Teksasu. Mocno to tych ludzi niestety ogranicza. Rozmowa z osobą, która choć trochę liznęła świata, wygląda zupełnie inaczej.
Który z wyjazdów był pod tym względem dla ciebie najważniejszy?
Zakochany jestem bez pamięci w całej południowo-wschodniej Azji i robię wszystko, by każdej zimy uciec tam przed naszym europejskim chłodem. Ze względu na ogrom słońca, dawkę witaminy D i fantastyczne ceny, uwielbiam przebywać w Tajlandii, Wietnamie, Kambodży, Indonezji oraz Malezji.
🌏Więcej rozmów o dalekiej Azji. Przeczytaj rozmowę o Indonezji z Piotrem Śmieszkiem autorem i podróżnikiem „Archipelag, który znika” oraz rozmowę z Michałem Cessanisem, redaktorem „National Geographic Traveler”: „Mam dwie matki, w tym jedną na Sri Lance”.
Co przyciągnęło cię w tak dalekie strony za pierwszym razem?
Czysta ciekawość i fakt, że trafiliśmy na wyjątkowo tanie bilety do Bangkoku. Pojechaliśmy na moment do Tajlandii, a stamtąd przemieściliśmy się od razu do Kambodży. Zrozumiałem wtedy znaczenie prawdziwej, beztroskiej wolności, prowadząc życie bez stresu, z plażą oraz masażami i jeżdżąc na skuterku.
Należysz więc do osób spontanicznych czy wszystko planujesz?
Loty zakupiliśmy jakieś pół roku wcześniej w wielkiej promocji, więc starannie planowaliśmy każdy aspekt. Zgłębiliśmy wiedzę przy pomocy vlogów podróżniczych w internecie oraz kulinarnych poleceń Roberta Makłowicza. Dowiedzieliśmy się na przykład, żeby wziąć do Kambodży gotówkę w amerykańskich dolarach, więc rachunki wynosiły nas nie więcej niż półtora dolara.
Koleżanka dla odmiany taszczyła całą walizkę tamtejszej waluty, operując abstrakcyjnymi dla nas tysiącami, czym doprowadziła do kilku zabawnych sytuacji. Research był z naszej strony jednak solidny.
Kiedy ostatnio naprawdę cię coś rozbawiło?
Będąc w branży od wielu lat, ma się niesamowicie wypaczone poczucie humoru. Komedię i występy chłonę każdego dnia w ogromnych ilościach. Rzeczy, które śmieszyły mnie dziesięć lat temu, teraz nie robią na mnie najmniejszego wrażenia. Czasem potrzebuję takiego przysłowiowego, komediowego „zimnego prysznica”. Ostatnio uderzył mnie i szczerze rozśmieszył na YouTubie materiał Jakuba Żywota. To jest niesamowicie ostry i mocny stand-up, wyłącznie dla mniejszości odbiorców z ogromnym dystansem, ale dla osoby tak osadzonej w tym świecie okazał się czymś naprawdę odżywczym.
Uważasz, że stand-up to miejsce na dawanie upustu naszym lękom, trochę terapia społeczna, czy jednak stawiasz sobie jakieś granice?
Często powtarza się wyświechtany slogan, że stand-up to ostatni bastion wolności słowa. Trochę to już nadużywane, ale wciąż bardzo trafne. W czasach medialnej i społecznościowej cukierkowości, gdy wszystko musi być piękne i bezproblemowe, stand-up mocno kontruje rzeczywistość. Pokazuje, że dzieją się rzeczy niewygodne, których nie znajdziemy na pierwszych stronach gazet.

My potrafimy nie tylko o nich powiedzieć, ale jeszcze obrócić je w żart. Część ludzi się zaśmieje, a inni oburzą się, że to za mocne. Wszystko sprowadza się do faktu, że należy mieć spory dystans do otaczającego nas świata. Jeśli ktoś go nie ma, stand-up zdecydowanie nie jest dla niego odpowiednią formą artystyczną.
Prawdziwa jest maksyma, że komedia to tragedia plus czas, więc we wszystkim da się znaleźć humor, jeśli żart jest dobrze skonstruowany. Nie mam oporów przed poruszaniem mocniejszych tematów.
Czy zatem komik musi być bardziej inteligentny czy bardziej bezwstydny?
To mieszanka wielu rzeczy. Usłyszałem kiedyś, że komik łączy w sobie potężne ego z głęboką nienawiścią do siebie. Sam nienawiści w sobie nie mam, ale u wielu komików widzę taki rodzaj smutku, z którego lepią komedię, połączonego z charyzmą i wielkim ego, dającym pewność siebie na scenie. Style bywają różne – jeden bazuje na charyzmie, inny na tekście czy na aktorstwie – ale główną wspólną cechą jest bycie czujnym obserwatorem otoczenia.
Stand-up to typowo amerykański gatunek. Komik musi pojechać do Stanów, żeby zaistnieć?
Absolutnie nie trzeba tego robić. Mój wyjazd wynikał bardziej z zajawki. To nie był żaden obowiązek, bo polski stand-up stoi na bardzo wysokim poziomie. Byłem po prostu na takim etapie kariery, że czułem się trochę wyeksploatowany.

Wydałem na YouTube siedem pełnowymiarowych programów i choć nie doszedłem do ściany, potrzebowałem powiewu świeżości i zmiany krajobrazu. Główną motywacją był dla mnie występ w programie „Kill Tony”. To taki „Mam talent” dla komików z trzynastoletnią tradycją, w którym do tej pory nie wystąpił żaden Polak. Uznałem, że fajnie byłoby spróbować sił i być pierwszym. Traktowałem to jednak jako misję poboczną, a nie jako główny cel mojej kariery. Warto sobie ten program obejrzeć.
Jakie były twoje wrażenia z podróży do USA, zaczynając od tych turystycznych?
To był mój trzeci, a może czwarty wyjazd, jeśli liczyć długą przesiadkę, podczas której spędziłem całą noc na mieście. Pierwsze przyjazdy były zdecydowanie bardziej szokujące. Teraz byłem już obeznany, wiedziałem, jak się poruszać, o co chodzi z napiwkami i dlaczego cena w sklepie nie jest ceną końcową.
Masz w Stanach swoje ulubione miejsca, do których wracasz, żeby poczuć się lepiej albo doświadczyć czegoś konkretnego?
Szczerze mówiąc, Ameryka nie jest moim ulubionym kierunkiem podróży i jeżdżę tam głównie zawodowo. Gdybym miał jechać typowo turystycznie, wybrałbym mnóstwo innych krajów. Kiedy tam jednak jestem, najwięcej czasu spędzam w Teksasie, konkretnie w Austin. Jak na Stany, to całkiem fajne miejsce do życia.
Porównując je do innych dużych miast, Austin jest naprawdę przyjemne, o podobnej liczbie mieszkańców co Warszawa. W Austin wciąż da się normalnie żyć, znaleźć miejsce parkingowe i cieszyć się prostymi rzeczami, co zdecydowanie ułatwia codzienność, dlatego tam najmilej mi się siedzi.
Czym chciałbyś się podzielić, o co może wcześniej nikt nie zapytał?
Wszystkie najważniejsze i głębokie przemyślenia notuję sobie na bieżąco, by następnie opierać na nich humor podczas publicznych programów solowych na scenie. Uważam, że bez anturażu teatralnych świateł oraz energii zgromadzonej publiki ich treść dużo by straciła. Usłyszałem gdzieś, że granica oddzielająca artystę komediowego od zwykłego wariata, to zaledwie jeden sprawnie działający mikrofon, dlatego serdecznie państwa po prostu zaproszę na występy na żywo. Najświeższe rozpiski moich imprez aktualizujemy w wspomnianej już zakładce biletowej, wpisując adres: tomekkolecki.com.

Tomek Kołecki – komik i stand-uper z Warszawy, związany ze sceną stand-upową od 2013 roku. Występuje ze swoim ósmym programem solowym „Wuja z USA”, a poprzednie produkcje można oglądać na YouTube. W swojej karierze wielokrotnie pojawiał się w telewizji, m.in. w programach „Tylko dla dorosłych” w TVP, „Comedy Club” na Comedy Central oraz u Kuby Wojewódzkiego w TVN.
Występuje również w Stanach Zjednoczonych, można było go zobaczyć m.in. w kultowym programie „Kill Tony”. Jest także założycielem i uczestnikiem wszystkich tras Please Stand-Up, największego tournée stand-upowego w Polsce. Laureat pierwszego miejsca podczas Antrakt Stand-Up Festival 2017. W swojej komedii porusza codzienne tematy i problemy młodych ludzi, stawiając na autentyczność, dużą dawkę śmiechu i swobodną, pozytywną atmosferę spotkań z publicznością. Więcej o twórczości Tomka Kołeckiego można przeczytać na jego stronie internetowej: https://tomekkolecki.com/pl/.
