Surrealne pejzaże i fantastyczne stworzenia wydają się niemal wyskakiwać z murali. Ich żywe kolory kontrastują z fasadami kamienic we wszystkich odcieniach żółtego, różowego i pomarańczowego. Podczas spaceru po Wilnie odkrywam jego wszystkie barwy.

Dlaczego warto odwiedzić Wilno?

Wilno łączy w sobie wszystko, czego oczekuję od city breaka: uroczą starówkę, intrygujące dzielnice, możliwość spędzania czasu na świeżym powietrzu oraz modne kawiarnie, restauracje czy bary. Za każdym razem zatrzymuję się w dzielnicy Naujamiestis, (pol. nowe miasto), w tym samym miejscu przy skrzyżowaniu ulic Kauno i Mindaugo. Mam sentyment do tej lokalizacji, ponieważ właśnie tu mieszkałam przez kilka miesięcy w 2021 roku, kiedy tymczasowo przeprowadziłam się na Litwę. Ale dlaczego? Właśnie dlatego, że nie jest to oczywisty wybór, a przez to nie do końca wiesz, czego się po takim wyjeździe spodziewać. To intryguje! 

Jeśli podróżujesz na Sycylię, zapewne planujesz pływać w błękitnej wodzie, skosztować najlepszej kuchni na świecie i wypić o kilka kieliszków wina za dużo. Wybierając się do Pragi, przespacerujesz się po historycznym Moście Karola, a następnie napijesz się piwa w jednym z wielu czeskich pubów. Podając nazwy popularnych kierunków, prawdopodobnie każdy z nas z łatwością wymyśli przynajmniej kilka rzeczy, które warto zrobić lub przeżyć w danym miejscu. Ale co robić lub czego doświadczyć w Wilnie? Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie, zapraszam Cię na spacer po litewskiej stolicy, którą najlepiej odkrywa się właśnie na piechotę. Zabieram kawę na wynos i kieruję się w stronę ulicy Naugarduko, by ostatecznie dotrzeć do Užupis (pol. Zarzecze), jednego z moich ulubionych miejsc w Wilnie. 

Kolorowe kamienice Zarzecza © shutterstock
Kolorowe kamienice Zarzecza © shutterstock

Wszystkie ulice prowadzą do Zarzecza

W środku miasta znajduje się republika. Przekraczając rzekę Wilenkę, wkraczam na jej teren. To Republika Zarzecza, niepodległa część stolicy Litwy, artystyczna dzielnica miasta. Za każdym razem przypomina mi ona duńską Christianię czy słoweńską Metelkovą. Posiada własną flagę, prezydenta, hymn, a – przede wszystkim – własną konstytucję. Konstytucja jest wywieszona na ścianie w pobliżu Mostu Zarzecznego. Została przetłumaczona na kilka języków, w tym język polski. Zawiera hasła, takie jak „Każdy ma prawo być wyjątkowy” i „Każdy ma prawo nie mieć żadnych praw”. Pasują one do tej tętniącej życiem społeczności, która celebruje kreatywność i indywidualizm.

Jednak zastanawiać się można, skąd w konstytucji Zarzecza znalazły się zapisy typu: “Pies ma prawo być psem”, czy “Kot nie musi kochać swojego właściciela, ale musi pomagać w potrzebie”. Dziwne, prawda? Otóż jest dwóch autorów konstytucji. Jeden z nich, Lileikis, lubił psy, a drugi, Čepaitis, lubił koty. Dlatego konstytucja wspomina prawa zwierząt jako członków społeczności. Spacerując po terenie Zarzecza, przyglądam się dziełom wchodzącym w skład kolekcji Inkubatora Sztuki Zarzecza. 

Kup wejściówki i bilety na atrakcje przed wyjazdem

Kątem oka dostrzegam szkielet człowieka, który siedzi przy pianinie – poza kośćmi widać też jego wnętrzności. W prawej dłoni trzyma nóż, wystawia długi język, a nad jego głową krążą postaci w walczących pozach oraz pozbawione twarzy popiersie. Wygląda ono jakby zostało “oderwane” od reszty ciała… Trudno przejść obojętnie obok tego muralu, szczególnie że jego krwiste barwy przyciągają uwagę. 

Inkubator przypomina muzeum, ale takie na świeżym powietrzu, bez zasad czy tematu przewodniego. Po prostu, w myśl Zarzecza, stowarzyszenie to wspiera artystów i zapewnia im platformę, w ramach której mogą wyrazić swoją kreatywność. Docierając ponownie do mostu, na chwilę zatrzymuję wzrok na Syrence z Zarzecza, usytuowanej w małej ceglanej szparze naprzeciwko tarasu jednego z wielu barów w tej okolicy. Ale tylko na chwilę! Legenda głosi, że ci, którzy zbyt długo będą przyglądać się Syrence, ulegną jej urokowi i zostaną w Zarzeczu na zawsze. Być może to wyjaśnia gentryfikację wileńskiej dzielnicy? Tak wiele osób dało się oczarować syrence i zdecydowało się zamieszkać w Zarzeczu, przez co czynsze za mieszkania w tej okolicy poszybowały w górę? 

To Kraków czy Wilno?

Prawdziwy festiwal barw: piaskowa żółć, pudrowy róż, intensywna pomarańcz. Po kilku minutach spaceru otaczają mnie stare kamienice i ich kolorowe fasady. Często kontrastują z równie efektownymi szyldami sklepów z pamiątkami i butików z lokalnymi produktami. Pod stopami wyczuwam brukowany chodnik, a przed oczami mam rzędy stolików, przy których ludzie jedzą obiad lub piją kawę. Koniecznie zajrzyj do Etno Dvaras, aby zasmakować litewskiego przysmaku – kartaczy. Dotarłam do ulicy Pilies, która sprawia, że czuję się trochę jak na krakowskim rynku! Po chwili zbaczam jednak z głównej drogi.

Na ścianach budynków wzdłuż ulicy lokalni artyści umocowali płytki upamiętniające twórczość ponad 200 twórców literackich. Płytki wykonane są z różnych materiałów – metalu, drewna, szkła. Niektóre z nich przedstawiają portrety autorów, a inne zawierają cytaty z ich dzieł. Jest tu też dom, w którym mieszkał Adam Mickiewicz. To ulica Literatų, którą ja uważam za najpiękniejszą na Starym Mieście. Zadanie dla Ciebie: przejdź się ulicą Literatų i odnajdź płytki poświęcone polskim poetom i pisarzom! 

Prawie każde miasto, w którym byłam, ma ten jeden plac, o którym wszyscy słyszeli i który jest swego rodzaju centralnym punktem miasta, często służącym jako miejsce spotkań.  W Wilnie jest to właśnie Plac Katedralny, który, jak można się spodziewać, swoja nazwę zawdzięcza położonej przy nim Katedrze Wileńskiej. Plac uznawany jest za początek wileńskiej starówki, choć ja docieram do niego na samym końcu. 

W zimie plac zamienia się w jarmark bożonarodzeniowy. Co roku miasto robi wszystko, co w jego mocy, aby choinka w litewskiej stolicy była unikatowa i odbiła się szerokim echem w całej Europie. To tutaj odbywają się lokalne festiwale, koncerty. Teraz możesz kontynuować spacer, odkrywając kolejne kręte uliczki lub skierować się w stronę alei Gediminas, popularnej ze względu na dużą liczbę sklepów czy kawiarni. 

Plac Katedralny w Wilnie © shutterstock
Plac Katedralny w Wilnie © shutterstock

Podążając za tropem lokalsów

Widzę wileńską starówkę, zatrzymuję wzrok na biznesowej dzielnicy miasta, Šnipiškės, i obserwuję ludzi na brzegu rzeki Neris, który, jak zawsze w trakcie wiosenno-letnich miesięcy, tętni życiem. Aby zobaczyć Wilno z innej, wyższej perspektywy, należy wybrać się na wzgórze Gedimino. Wstęp jest bezpłatny, chyba że zdecydujesz się także na zwiedzanie wieży – wtedy należy zakupić bilet wstępu, którego ceny zaczynają się od 6 euro za osobę. Aby dostać się na wzgórze, można wjechać na nie kolejką – taka atrakcja kosztuje od 1 do 2 euro. Ja polecam jednak wejście ścieżką zaczynającą przy alei Trispalvė. W mniej niż 10 minut będziesz na górze!

Podążając w stronę rzeki, co chwilę mijam spacerowiczów, biegaczy, osoby jeżdżące na rowerach. Standardowo skatepark jest pełen entuzjastów jazdy na deskorolce, rolkach i rowerach BMX. Niektórzy próbują swoich sił czy popisują się przed innymi, a niektórzy przychodzą tu po prostu obserwować wyczyny (lub wygłupy) innych i spędzić czas ze znajomymi. Nagle słyszę radosne okrzyki – odwracam głowę: jedna z drużyn meczu koszykówki właśnie zdobyła triumfujący punkt! Tyle się tu dzieje! 

A po zachodzie słońca…

Ulice Wilna wypełniają się tłumami młodych ludzi szukających rozrywki i dobrej zabawy. A Wilno nie zawodzi! Bez wątpienia najpopularniejszym miejscem na nocne wyjście w Wilnie jest ulica Vilniaus. Najpopularniejszym miejscem wśród turystów, doprecyzowując. Aby doświadczyć lokalnego życia nocnego, trzeba wrócić do Naujamiestis i głównej stacji kolejowej, po drodze mijając jeden z moich ulubionych wileńskich murali (czy wspominałam już, że są ich setki w całym mieście?!), przedstawiający Einsteina z plecakiem. 

Tuż obok przejeżdżających pociągów, na peronie dworca kolejowego, znajduje się bar Peronas! Nazwa ta jest nieprzypadkowa i jak możesz się domyślać, po litewsku znaczy “peron”. Jednak Peronas to o wiele więcej niż bar. To centrum wydarzeń społecznych, sportowych i rozrywkowych. Odbywają się tu debaty z kandydatami na burmistrza miasta, transmisje meczów koszykówki (narodowego sportu Litwinów!), imprezy w rytmach każdego gatunku muzycznego, jaki można sobie wyobrazić i wiele więcej. Wszystko to “pod okiem” Tony’ego Soprano, którego ogromna rzeźba stoi na tarasie baru… 

Odpoczywając po całodniowym spacerze, zastanawiam się nad opcjami na kontynuację wieczoru. Mogę dać się ponieść pulsującym rytmom bezkompromisowo najlepszego klubu w Wilnie. Mowa o Loftas, który mieści się w jednej ze starych fabryk w dzielnicy  Naujamiestis, a klimatem przypomina krakowskie Dolne Młyny, czy gdańską 100cznię. Alternatywnie, mogę wrócić do mieszkania, aby naładować baterię i przygotować się na kolejny dzień przygód! Śladami lokalnych mieszkańców, planuję wybrać się nad jezioro Galwe, na środku którego wybudowano gotycki Zamek w Trokach.  To właśnie tu Litwini często spędzają popołudnia i wieczory – taki plan mam i ja! 

Daria Prygiel

W każdym nowym miejscu poluję na wschód słońca. Lubię wracać do miejsc, w których byłam, aby odkryć je na nowo. Stawiam na świadome podróżowanie i zachęcam do tego innych. Moje serce bije szybciej w Portugalii, Indonezji i Wietnamie.



FAQ

Instagram

Szukasz konkretnego miejsca?