magdalena-wolinska-riedi-kobieta-w-watykanie

Jak wygląda życie w Watykanie także w czasie Wielkanocy? Czy można zamieszkać tuż obok placu św. Piotra i wybrać wyposażenie mieszkania z papieskiego magazynu? Magdalena Wolińska-Riedi, dziennikarka i jedna z nielicznych świeckich mieszkanek Watykanu, opowiada o codzienności za jego murami.

Jak wyglądają podróże z papieżem?

Fascynująco. Mówimy o bardzo precyzyjnie zorganizowanym systemie, począwszy od ochrony, przez logistykę, po współpracę między służbami watykańskimi a lokalnymi.

Jako dziennikarze poruszamy się w specjalnie przygotowanej przestrzeni, mamy dedykowany nam transport, dostęp do miejsc zamkniętych dla innych i jesteśmy prowadzeni z punktu do punktu. Wszystko jest zaplanowane z dużym wyprzedzeniem i wielką precyzją, niezależnie od tego, gdzie na świecie odbywa się pielgrzymka.

W trakcie takich podróży jest okazja, by swobodnie porozmawiać?

Tak, i to w zaskakująco bezpośredni sposób. Podczas lotu papież przychodzi do części samolotu, w której siedzą dziennikarze, i podchodzi do każdego, dla każdego ma czas i każdego z nas zna. Można zamienić z nim kilka słów, a czasem podzielić się czymś bardziej osobistym.

Magdalena Wolińska-Riedi podróże pielrzymki z papieżem
[c} Magdalena Wolińska-Riedi

Są też konferencje prasowe na pokładzie. Często w drodze powrotnej albo między kolejnymi krajami. To momenty, kiedy papież odnosi się do wydarzeń, komentuje rzeczywistość i podsumowuje pielgrzymkę.

Gdzie pani dotarła dzięki tym podróżom? 

W przeróżne i bardzo liczne miejsca na świecie, ale może to, co najbardziej je wyróżnia, to nie tylko same kierunki, lecz sposób, w jaki się je przeżywa.

Z jednej strony to dostęp do przestrzeni i miejsc zupełnie niedostępnych na co dzień. Na przykład podczas pielgrzymki do Japonii miałam okazję być  we wnętrzu pałacu cesarskiego i stać zaledwie kilka metrów od papieża rozmawiającego z cesarzem.

Podobna sytuacja zdarzyła się  w Havanie na Kubie, kiedy podczas specjalnego międzylądowania zgodnie z prośbą papieża Franciszka w drodze do Meksyku Ojciec Święty spotkał się na bezprecedensowej rozmowie w cztery oczy z patriarchą Moskwy Cyrylem. I my, dziennikarze, mogliśmy w tym uczestniczyć.

Z drugiej strony to możliwość dotarcia do miejsc na mapie świata bardzo odległych i mało znanych. Myślę tu między innymi o Papui-Nowej Gwinei podczas najdłuższej 12-dniowej podróży apostolskiej z Franciszkiem w 2024 roku. Sam udział w wydarzeniach z papieżem był tam niezwykły. Pamiętam szpaler przedstawicieli plemion tubylczych, wielu lokalnych społeczności, w tradycyjnych strojach i z malowanymi ciałami i maskami na twarzach. To nie była inscenizacja, tylko element ich codziennej kultury, tak egzotycznej dla nas. To kraj o ogromnym zróżnicowaniu, bo funkcjonuje tam kilkaset grup plemiennych i języków.

Magdalena Wolińska-Riedi podróże pielrzymki z papieżem Watykan
[c] Magdalena Wolińska-Riedi

To dość niezwykła praca.

Tak, to praca, która poza oficjalnym programem otwiera się na niezwykłe możliwości. Będąc w Oceanii, wędrowałam z polskimi misjonarzami przez busz i dotarłam na maleńką wyspę Yule Island, gdzie pod koniec XIX wieku zrodziła się historia chrześcijaństwa w tym regionie. I nagle okazuje się, że ta odległa historia ma też zaskakujące punkty styczne z Europą. 

W Papui znajdziemy miejsca o takich nazwach  jak Morze Bismarcka czy Zatoka Szczecińska! To pozostałości po czasach, gdy te tereny były częścią niemieckiej kolonii w Nowej Gwinei. Dlatego trudno nazwać te wyjazdy wyłącznie pracą – to prawdziwe ubogacenie życia. Oczywiście, to jest obowiązek dziennikarski, ale jednocześnie ogromny przywilej i w pewnym sensie także misja.

Obecnie nie mieszka już pani w samym Watykanie?

Dla każdego Watykan jest miejscem zamieszkania tymczasowego. Po 17 latach przeszliśmy na drugą stronę murów. Wciąż mieszkam bardzo blisko. Z okna widzę kopułę bazyliki św. Piotra i papieskie okna, oddalone ode mnie dosłownie 50 metrów w linii prostej. Jesteśmy na terenie Rzymu, zaledwie 20 metrów od Bramy św. Anny, którą przez tyle lat przekraczałam codziennie, kiedy żyliśmy w Watykanie.

dziennikarka, kobieta w watykanie
[c] Magdalena Wolińska-Riedi

Budynek, w którym mieszkam, należy do mienia Stolicy Apostolskiej i są to nadal mieszkania służbowe. Swoje siedziby mają tu liczne ambasady przy Stolicy Apostolskiej, w tym między innymi ambasada Palestyny, otwarta na życzenie papieża Franciszka. W 2016 roku papież pojawił się tu osobiście na jej inaugurację, wyraźnie podkreślając jej państwowość.

Mieszkają tu osoby związane z Watykanem: pracownicy dykasterii, mistrz ceremonii, kardynałowie, a my mamy prawo do tego lokum, ponieważ mój mąż przez 23 lata był członkiem Papieskiej Gwardii Szwajcarskiej.

Historia waszej znajomości rozpoczęła się w wyjątkowym miejscu.

Nigdzie indziej jak na samym placu św. Piotra, przy Bramie Spiżowej. On stał tam w pełnym rynsztunku: w stroju gwardzisty, z szablą u boku i charakterystycznym hełmem z pióropuszem. Był rok jubileuszowy 2000, trwała środowa audiencja generalna z papieżem Janem Pawłem II, a ja pełniłam wtedy rolę wolontariuszki. To był mój ostatni dzień. Początkowo nie chciał mnie wpuścić, więc wywiązała się między nami mała, sympatyczna słowna dyskusja. Pozostaliśmy w kontakcie i tak to się zaczęło.

Gwardia Szwajcarska Watykan
[c] Magdalena Wolińska-Riedi

To była miłość na odległość, jak sobie radziliście?

Początkowo była to trudna, epistolarna miłość, bo w tamtych czasach w Polsce nie pisało się wiadomości przez aplikacje i nie wysyłało codziennych maili. Kiedy po wspólnych wakacjach podjęliśmy decyzję, że chcemy być razem, kierunek mógł być tylko jeden: Watykan. On miał przed sobą jeszcze kilka lat służby, więc to ja musiałam przenieść się tam i zacząć nowe życie.

Ślub i przeprowadzka wiązały się z wieloma formalnościami?

Bardzo dużymi. W Gwardii Szwajcarskiej wszystko jest ściśle regulowane i poddane surowym zasadom. Zanim żołnierz weźmie ślub, nie może nawet spędzić nocy poza Watykanem u swojej narzeczonej.

Sam proces składania dokumentów „kandydatki na żonę” był wymagający. Musiałam dostarczyć całą teczkę papierów  i to po łacinie: świadectwo moralności, zaświadczenie o niekaralności. Przyszła żona gwardzisty musiała spełniać konkretne warunki: być stanu wolnego, praktykującą katoliczką, bez dzieci z poprzednich związków. Wszystko zostało skrupulatnie zweryfikowane.

Ostateczna decyzja należała do Sekretarza Stanu, wtedy był nim kardynał Angelo Sodano. Ale to nie wszystko. Ślub był możliwy dopiero wtedy, gdy dla pary znalazło się mieszkanie.

[c] Magdalena Wolińska-Riedi

A tych było bardzo niewiele, bo zaledwie dwanaście w całym Watykanie. Zwykle czekało się długo, czasami wiele lat, aż ktoś z dłuższym stażem przejdzie na emeryturę i zwolni lokum. Nam zgodę udało się uzyskać zaskakująco szybko, bo zaledwie po dwóch miesiącach. Z powodu tego tempa musiałam błyskawicznie zmienić swoje życie: ślub wzięliśmy w maju w Watykanie, a we wrześniu w Warszawie broniłam pracę magisterską.

Łatwo było się odnaleźć w tym nowym środowisku?

Wiara i praktyki religijne były mi zawsze bliskie, więc otoczenie duchowieństwa absolutnie nie było dla mnie szokiem. Warto pamiętać, że poza gwardzistami w Watykanie mieszkają prawie wyłącznie osoby duchowne: zakonnicy (np. bonifratrzy prowadzący aptekę), siostry zakonne prowadzące domy kardynałów, hierarchowie i sam papież.

Mieszka tu około 400 osób, z czego około 160 to sama Gwardia Szwajcarska wraz z rodzinami. Byłam jedną z zaledwie dwunastu kobiet świeckich, które posiadały wtedy paszport watykański. To niezwykle wyjątkowy dokument, tymczasowy dla większości mieszkańców z wyjątkiem papieża i kardynałów, ponieważ Watykan to państwo, w którym nie istnieje obywatelstwo z prawa krwi przekazywane z pokolenia na pokolenie. 


🌍 Paszport watykański to jeden z najrzadszych dokumentów na świecie

Paszport watykański należy do najrzadszych dokumentów na świecie i ma charakter ściśle funkcyjny, a nie „obywatelski” w tradycyjnym znaczeniu. Otrzymują go wyłącznie osoby pełniące określone role, takie jak papież, kardynałowie pracujący w Kurii Rzymskiej, dyplomaci Stolicy Apostolskiej czy członkowie Gwardii Szwajcarskiej, przy czym niemal zachowują oni jednocześnie swoje pierwotne obywatelstwo. Obywatelstwo watykańskie jest tymczasowe i wygasa wraz z zakończeniem pełnienia funkcji. Wyjątkiem jest papież, który posiada je przez cały czas pontyfikatu, a w praktyce najczęściej aż do śmierci (chyba że zrezygnuje z urzędu).


Jak wygląda „urządzanie się” w Watykanie?

Kiedy w końcu doczekaliśmy się wolnego lokum, okazało się, że otrzymaliśmy duże, wysokie na cztery metry mieszkanie o powierzchni 130 metrów kwadratowych, z którego wcześniej korzystał kamerdyner papieża Pawła VI. 

Co było wielkim przywilejem – byliśmy jedną z zaledwie dwóch rodzin, które miały prawo zamieszkać poza koszarami na terenie Watykanu. Dawało nam to ciut większą niezależność, bo nie musieliśmy wysłuchiwać odbywających się od szóstej rano żołnierskich musztr pod oknem.

Nasze mieszkanie zostało całe odnowione po poprzednich lokatorach, ale było zupełnie puste. Zasada w Watykanie jest taka, że każdy z gwardzistów i mieszkańców ma prawo do odwiedzenia watykańskiego magazynu meblowego i wybrania sobie z długiej listy tego wyposażenia, które będzie mu potrzebne.

Opowie pani anegdotę o biurku, którą przytacza w swojej książce „Kobieta w Watykanie”?

Warto doprecyzować, że sama historia z biurkiem wydarzyła się nieco później, już po ślubie, tuż po wyborze papieża Benedykta XVI. Niemniej to właśnie w tym magazynie znalazłam zachwycające, inkrustowane biurko z herbem papieża Piusa IX.

Zależało mi na nim podwójnie: chciałam mieć dodatkowe biurko pod oknem w salonie, a poza tym to właśnie o tym papieżu pisałam swoją pracę magisterską. Wszystko było już gotowe do transportu, lecz nagle, tuż przed dostawą, dostałam telefon, że musimy się inaczej dogadać.

Był to niezwykły czas dla Watykanu. Nowowybrany papież Benedykt XVI zobaczył wcześniej wybrane przeze mnie biurko, bardzo się nim zachwycił i poprosił, by je zabrać do swojej letniej rezydencji w Castel Gandolfo.

Mieliśmy też taras, który mogliśmy urządzić po swojemu. Mogłam nawet wybrać z Ogrodów Watykańskich drzewka: cytryny, mandarynki, pomarańcze, oliwki.

Mapa Watykanu [c] Shutterstock

Jak pani to wspomina?

Wszystko to wywarło na mnie bardzo mocne wrażenie. Przez długie lata zachowałam też oliwkę, którą zachowałam do samego końca mojego pobytu w Watykanie. Podarował mi ją mój przyjaciel, Piotr Adamczyk, który zatrzymywał się u nas przez pewien czas, kiedy kręcono film Karol.

To drzewko zostało ze mną przez wszystkie lata. Kiedy przenosiliśmy się do aktualnego mieszkania, zostało zasadzone w Ogrodach Watykańskich. Zresztą całe życie było faktycznie wyjątkowe ze względu na samo miejsce, w jakim przyszło mi funkcjonować na co dzień. Studiowałam historię sztuki i historię Kościoła na pobliskim Uniwersytecie Gregoriańskim, a potem na co dzień miałam przed oczami miejsca, dzieła sztuki, dziedzińce, o których uczyłam się na wykładach.

Jak wyglądało życie prywatne za watykańskimi murami? Miała pani tam swoje miejsca szczególne, dające oddech od oficjalnej rzeczywistości?

Otrzymywałam między innymi klucz do specjalnej furtki, która prowadziła do mniej dostępnych części Ogrodów Watykańskich. Można było tam przejść na maleńki plac zabaw dla dzieci albo na kort tenisowy, z którego często korzystaliśmy.

Były też miejsca, gdzie można było po prostu usiąść i odpocząć, na przykład w ogrodzie angielskim. Stała tam piękna, zabytkowa ławka z herbem jednego z papieży. To były moje ciche, prywatne przestrzenie.

A poza tym życie toczyło się całkiem normalnie. Kobiety również pracowały: jedna z żon ręcznie przygotowywała pergaminy z papieskimi błogosławieństwami, inna była przewodniczką po podziemiach i Muzeach Watykańskich.

Z czasem pojawiły się też inne rozwiązania, ułatwiające życie rodzinne. Z inicjatywy papieża Franciszka w ostatnich latach powstał żłobek dla dzieci pracowników i mieszkańców. Dzięki temu mamy, pracujące w jedynym watykańskim sklepie spożywczym, mogą zostawić dziecko na kilka godzin w bezpiecznym miejscu, niedaleko pracy.

Na co warto zwrócić uwagę przy pierwszej wizycie w Watykanie?

Przede wszystkim warto dobrze wybrać termin podróży. Zdecydowanie odradzam okres od kwietnia do połowy października, a szczególnie polską majówkę. Wtedy liczba turystów jest naprawdę przytłaczająca, co odbiera przyjemność zwiedzania.

Druga rzecz to Bazylika Świętego Piotra. Lepiej unikać wielogodzinnych kolejek, które wiją się przez bramki bezpieczeństwa. Najlepiej przyjść wcześnie rano, między 7:30 a 8:30, kiedy jest jeszcze spokojniej i można zobaczyć miejsce w zupełnie innym, bardziej kontemplacyjnym nastroju.

Polskim grupom polecam czwartkową mszę świętą przy grobie Jana Pawła II o 7:10. Trzeba co prawda być na miejscu już przed szóstą rano, aby przejść przez kontrolę i dostać się do środka, ale naprawdę warto. Często koncelebruje ją nawet stu polskich księży.

I wreszcie kwestia jedzenia. Warto uważać na restauracje w bezpośrednim sąsiedztwie Watykanu. Wiele z nich serwuje przeciętne, odgrzewane dania i nastawia się głównie na szybki zysk z turystów. Na Via della Conciliazione nawet za kawę przy stoliku można zapłacić około 8 euro. Lepiej wypić ją „al banco”, przy barze, a na obiad skręcić w jakieś boczne uliczki.

Mam też cenną radę dotyczącą wszelkich audiencji papieskich: nigdy nie zniechęcajcie się tym, że stoicie w tylnych sektorach, ale pilnujcie miejsca bezpośrednio przy drewnianej barierce. Papież zawsze objeżdża swoim papamobile cały plac i wielokrotnie mija wiernych oddalonych zaledwie o metr od ogrodzenia.

A gdyby ktoś chciał przyjechać tam na Wielkanoc?

Trzeba się przygotować na ogromne tłumy, bo to jeden z najbardziej obleganych momentów w roku. Wiele osób ma wtedy również wolne i chce przeżyć te uroczystości właśnie tutaj. Najważniejsze: nawet bez biletów można uczestniczyć w uroczystościach. Wejście do bazyliki na główne celebracje jest bardzo trudne, ponieważ wymaga wcześniejszych zgłoszeń do Prefektury Domu Papieskiego i nie ma gwarancji, że się je otrzyma. Ale wiele najważniejszych wydarzeń odbywa się na zewnątrz.

papież franciszek watykan
[c] Magdalena Wolińska-Riedi

Na przykład wielkanocne błogosławieństwo Urbi et Orbi, plac św. Piotra jest wtedy otwarty i można w nim uczestniczyć bez wejściówek. Podobnie Wigilia Paschalna  liturgia jest transmitowana na telebimach, a stojąc na Placu Świętego Piotra czy przy kolumnadzie, naprawdę czuje się atmosferę tego miejsca. Widać oświetloną bazylikę, słychać papieża i jest się w samym centrum wydarzeń.

Polecam też Drogę Krzyżową przy Koloseum. Tam również można wejść bez biletów, ale warto pojawić się co najmniej dwie godziny wcześniej, żeby być bliżej.

Jak obchodzi się święta po tej drugiej stronie?

Wielkanoc w szczególny sposób pokazuje, jak funkcjonuje Watykan; dla większości osób w nim mieszających to czas ogromnej pracy. Za piękną liturgią czy procesją stoi ogromna, świetnie zorganizowana machina, która działa według sprawdzonych od lat schematów.

To setki osób i bardzo różne zadania. Od pracowników technicznych, którzy ustawiają rzędy krzeseł i barierki, dokładnie licząc miejsca dla kardynałów czy korpusu dyplomatycznego, po ogrodników przygotowujących dekoracje. W Boże Narodzenie bazylika tonie w gwiazdach betlejemskich, a w Niedzielę Palmową plac św. Piotra ozdabiają monumentalne kompozycje z drzewek i gałęzi oliwnych otaczające obelisk.

Równolegle działa cały aparat liturgiczny: Urząd Celebracji Papieskich, mistrz ceremonii, księża i osoby świeckie zaangażowane w czytania czy procesje. Do tego dochodzą służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo, czyli Żandarmeria Watykańska i Gwardia Szwajcarska.

Czy w ogóle jest wtedy czas, żeby przeżyć je prywatnie?

Z perspektywy prywatnej oznaczało to często całkowite podporządkowanie świąt pracy. Przez wiele lat mój mąż praktycznie nie uczestniczył w domowym świętowaniu. Jeśli msza wielkanocna zaczynała się o 10:00, on wychodził już o 6:30 na odprawę w koszarach. Później od wczesnych godzin porannych trwało przygotowanie i wpuszczanie wiernych na plac.

A po zakończeniu uroczystości to wcale nie był koniec dnia. Często dochodził jeszcze wyjazd do Castel Gandolfo, letniej rezydencji papieskiej. Gwardziści musieli być tam wiele godzin wcześniej, żeby wszystko przygotować przed przyjazdem papieża. To oznaczało szybki, symboliczny posiłek, dosłownie talerz żurku zjedzony na stojąco i natychmiastowy wyjazd.

watykan
[c] Magdalena Wolińska-Riedi

Jak dziś wygląda turystyka pielgrzymkowa? 

Myślę, że to sposób podróżowania, który cały czas się rozwija i przyciąga coraz więcej osób. Oczywiście jest on skierowany przede wszystkim do ludzi wierzących, ale dla wielu podróżników to po prostu połączenie zwiedzania z przeżyciem duchowym.

Bo z jednej strony odwiedzamy miejsca niezwykle ciekawe pod względem historycznym, architektonicznym czy kulturowym, a z drugiej dochodzi ten wymiar duchowy, który sprawia, że taka podróż ma zupełnie inny charakter. Często wiąże się to także z byciem we wspólnocie, bo pielgrzymuje się w grupie, nawiązuje się relacje. Pojawia się poczucie bliskości i tych samych wartości. Dla wielu osób to bardzo ważne doświadczenie.

Które miejsca uważa pani za szczególnie warte odwiedzenia?

Dla mnie takim miejscem jest na przykład Fatima gdzie, inaczej niż na przykład w Rzymie, centrum stanowi samo sanktuarium. Nie ma tej rozbudowanej „otoczki”, ale jest ogromna siła duchowa.


✈️ Jak dojechać do Fatimy z Polski?
Najwygodniejszą opcją jest lot samolotem do Lizbony (ok. 3,5–4 godz.), skąd do Fatimy można łatwo dotrzeć autobusem (ok. 1,5 godz.) lub wynajętym samochodem. Alternatywnie można polecieć do Porto, a następnie dojechać autobusem lub autem w ok. 2 godziny. Najczęściej wybierana trasa to bezpośredni lot do Lizbony i szybki transfer autobusem do Fatimy.


Pamiętam, że kiedy byłam tam jako dziennikarka podczas pielgrzymki papieża Franciszka, miałam okazję „przeżyć” to miejsce także prywatnie. To było bardzo intensywne, trudne do opisania doświadczenie.

Już sama obecność przy papieżu podczas takich wydarzeń to coś niezwykłego. W Fatimie na placu przed sanktuarium zgromadziło się około 600 tysięcy ludzi, a atmosfera była nie do opisania. Jako dziennikarka muszę się do takich wydarzeń przygotować, poznać historię miejsca, jego znaczenie, kontekst i to też jest bardzo wzbogacające.

Innym ważnym dla mnie miejscem jest Guadalupe w Meksyku. Ogromne wrażenie robi zarówno sam wizerunek Matki Bożej, sanktuarium, jak i przestrzeń wokół. 

Które miejsca w pani odczuciu szczególnie zyskują na popularności?

Trudno wskazać jednoznacznie, ale dostrzegam pewne tendencje. Na przykład Medjugorie. Mimo że jego status wciąż budzi dyskusje, cieszy się ogromnym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród Polaków.


✈️ Gdzie leży Medjugorie i jak tam trafić?
Medjugorie znajduje się w południowej części Bośni i Hercegowiny, niedaleko granicy z Chorwacją. Najłatwiej dotrzeć tam samolotem do Splitu lub Dubrownika (Chorwacja), a następnie przejechać ok. 2–3 godziny samochodem lub autobusem. Alternatywnie można polecieć do Sarajewa i stamtąd dojechać w ok. 2,5–3 godziny. Najwygodniejszą opcją jest lot do Chorwacji i krótki transfer drogowy do Medjugorie.


W ostatnich latach bardzo rozwinął się też kult ojca Pio. San Giovanni Rotondo jest dziś jednym z najczęściej odwiedzanych miejsc pielgrzymkowych przez Polaków. Podobnie Neapol i postać ojca Dolindo.

Coraz większą popularnością cieszą się także Pompeje i sanktuarium Matki Bożej Różańcowej. To miejsce ma ciekawą historię związaną ze świętym Bartolo Longo. To był człowiek o niezwykle burzliwej biografii, z wykształcenia prawnik, który w pewnym momencie swojego życia bardzo się pogubił, związał się z okultyzmem i, jak sam później mówił, znalazł się w duchowym kryzysie. Jego historia jest opowieścią o głębokiej przemianie.

To właśnie on zainicjował rozwój kultu Matki Bożej Pompejańskiej i przyczynił się do powstania tamtejszego sanktuarium. Dlatego wiele osób odnajduje w tej historii coś bardzo ludzkiego – doświadczenie upadku, poszukiwania i powrotu.

Kiedy byłam w Pompejach, widziałam wiele grup pielgrzymów z Polski, co pokazuje, że to miejsce, choć kiedyś mniej oczywiste, dziś staje się coraz ważniejszym punktem na mapie pielgrzymkowej.


✈️ Gdzie leży San Giovanni Rotondo i jak tam trafić?
San Giovanni Rotondo znajduje się w południowych Włoszech (region Apulia), na półwyspie Gargano. Najłatwiej dotrzeć tam samolotem do Bari, a następnie dojechać ok. 1,5–2 godziny samochodem lub autobusem. Możliwy jest też przylot do Neapolu, skąd podróż drogowa zajmuje ok. 3–4 godziny. Najwygodniejsza opcja to lot do Bari i dalszy transfer do San Giovanni Rotondo.


Magdalena Wolińska-Riedi – lingwistka, tłumaczka, producentka i dziennikarka, wieloletnia korespondentka Telewizji Polskiej w Rzymie i Watykanie. Obecnie korespondentka amerykańskiej telewizji EWTN News i EWTN Polska z Watykanu. 

magdalena wolinska-riedi

Jest autorką trylogii watykańskiej z bestsellerową Kobietą w Watykanie oraz dwóch bardzo osobistych i niekonwencjonalnych przewodników po Rzymie. Nakładem Wydawnictwa Znak ukazały się następujące książki: Kobieta w Watykanie, Zdarzyło się w Watykanie, Z Watykanu w świat, Mój Rzym. Spacerem po niezwykłych zakątkach Wiecznego Miasta oraz Rzym od kuchni. Śladami historii najsłynniejszych dań Wiecznego Miasta.

Jest absolwentką studiów magisterskich na wydziale Neofilologii w Katedrze Italianistyki Uniwersytetu Warszawskiego, studiów doktoranckich z zakresu Historii Kościoła na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie oraz podyplomowych studiów w Akademii Dyplomatycznej PISM w Warszawie. Współrealizatorka i producentka około dwudziestu filmów dokumentalnych o papieżach i Watykanie. Przez 10 lat (2013-2023) korespondentka TVP z Rzymu i Watykanu. W 2003 roku zamieszkała za Spiżową Bramą jako żona członka Gwardii Szwajcarskiej i została obywatelką Watykanu. Jest sąsiadką czwartego już papieża. Mamą dwóch nastoletnich córek. Obecnie mieszka przy placu Świętego Piotra w Rzymie.


Przeczytaj również:

Hanna Sieja-Skrzypulec

Literaturoznawczyni, copywriterka i instruktorka pisania. Autorka „Twórczego pisania na gruncie polskim”, scenariuszy filmowych oraz artykułów poświęconych kreatywności. Kocha mikropodróże, szwendanie się po miastach oraz wędrówki przez pola i lasy. Lepiej nie pytać jej o drogę.

Instagram

Szukasz konkretnego miejsca?